Złe nawyki – czy można się ich pozbyć… raz na zawsze?

Listy postanowień noworocznych, deklaracje i obietnice zmiany na lepsze – niemal wszyscy to dobrze znamy. Postanawiamy, że będziemy więcej ćwiczyć, lepiej się uczyć, zdrowiej jeść i będziemy podejmować odpowiedzialne decyzje – również te finansowe. Początki wdrażania zmian bywają skuteczne, trwa to tydzień, dwa, może miesiąc. Powstaje tylko pytanie jak wprowadzać nowe nawyki tak, aby działały przez miesiąc, rok, a najlepiej przez całe życie? Na to pytanie poszukują odpowiedzi nie tylko osoby, które chcą skutecznie wprowadzać zmiany w swoim codziennym życiu, ale też biznesmeni i naukowcy.

Zespół naukowców wywodzących się z bardzo różnych dyscyplin, takich jak badania operacyjne i psychologia podejmowania decyzji, ruszył niedawno z jednym z największych eksperymentów naukowych, jakie kiedykolwiek przeprowadzono w dziedzinie nauk społecznych. Celem licznego zespołu profesor Angeli Duckworth (University of Pennsylvania) oraz profesor Katherine Milkman (Wharton University) jest stworzenie łatwych w użyciu oraz powszechnie dostępnych narzędzi, które pomogą ludziom podejmować lepsze decyzje – na co dzień oraz w perspektywie długoterminowej. Obszary decyzyjne objęte projektem mają dotyczyć zdrowia, edukacji oraz oszczędności.

Partnerstwo nauki i biznesu na ogromną skalę dla solidnych danych
Naukowcy skupią się w pierwszej kolejności na pomocy ludziom w tworzeniu nawyku regularnego uprawiania sportu. Do tej części projektu panie profesor zaprosiły sieć siłowni 24 Hour Fitness, uruchamiając wspólnie program do którego zapraszają klientów tej sieci – zarówno nowych jak i obecnych – którzy zechcą wziąć udział w badaniu. Znaczenie słowa „badanie” nabiera w tym kontekście nowego wymiaru, ponieważ jego uczestnicy będą brali udział w turnieju na ogromną skalę. Badacze stworzyli 57 różnych ścieżek rozwoju, które mogą prowadzić do pozytywnej zmiany zachowań związanych ze zdrowym stylem życia. Przydział do grup będzie losowy, zatem o tym, do jakiej grupy trafi każdy z uczestników zadecyduje rzut monetą. Milkman mówi, że chce zobaczyć które programy rozwoju przyniosą największe zmiany w zachowaniu, nie tylko podczas trwania programu StepUp (czyli 28 dni) ale również po kolejnym roku, który nastąpi po programie. Mówiąc o ogromnej skali mamy na myśli zasięg tego przedsięwzięcia: 24 Hour Fitness posiada ponad 400 siłowni, co przekłada się na dostęp do ok 4 mln klientów, z miejscowości rozproszonych na całym obszarze USA.

Ogromna skala jest jednym z kilku czynników, które wyróżniają program StepUp od podobnych mu badań. Kolejnym z nich – nietypowym i bardzo pożytecznym – było zbudowanie partnerstwa z siecią fitness, która daje badaczom dostęp do zbioru milionów możliwych uczestników o różnych profilach demograficznych. Nie chodzi tu tylko o wrażenie jakie robią te ogromne liczby, ale o porównywalność uzyskanych wyników. Warto zauważyć, że wyniki przeprowadzonych do tej pory – ale na mniejszą skalę – badań są trudne lub niemożliwe do porównywania między sobą. Z porównań wyników różnych grup, na przykład mężczyzn i kobiet, lub też nowych członków siłowni i jej weteranów może płynąc wiele interesujących i praktycznych wniosków. Ta ogromna skala badania pozwoli ekspertom podzielić dane przekrojowo, tzn. „pokroić” dane w bardzo różnych kierunkach, a jednocześnie nadal mieć w podgrupach wystarczająco dużo ludzi, aby móc wiarygodnie porównywać i dawać solidne odpowiedzi na pytania badawcze.

Organizacja badań
Organizacja tych badań jest zagadnieniem równie ciekawym co same badania. Jak rekrutowane są osoby badane? Członkowie sieci siłowni mogą zapisać się do programu poprzez stronę internetową, przez którą będą też otrzymywać komunikaty w formie spersonalizowanych wiadomości tekstowych. Brzmi to niemal banalnie, jednak przy planowaniu działań na taką skalę było bardzo ważne, aby rozwinąć program który dosięgnie uczestników takimi narzędziami, z których oni już korzystają. W dzisiejszych czasach mamy tak wiele konkurujących ze sobą kanałów komunikacyjnych, które walczą o ­­naszą uwagę, że umiejętność jego doboru nie jest już tylko potrzebna w działach marketingu i PR. Jest to też jeden z powodów, dla których problematyka omawianych badań nie została do tej pory rozwiązana i nadal jest bardzo interesującym obszarem wglądu. Z tym zagadnieniem nasz zespół badawczy walczył najdłużej i zanim powstało jakiekolwiek rozwiązanie, sporo czasu upłynęło na tym, aby wyciąć z procesu komunikacji jak najwięcej szumu informacyjnego.

Mocna strona projektu – ludzie
Program jest jednym z kilku planowanych na wielką skalę eksperymentów społecznych, a za uruchomienie całości odpowiada Behavior Change for Good Initiative Uniwersytetu Pensylvania. Sam pomysł powstał jednak na bazie interdyscyplinarnego dialogu przy porannej kawie między Duckworth i Milkman.

„Tutaj nie chodzi o siłę jednego, czy nawet dwóch umysłów, ale o siłę całej sieci naukowców światowej klasy z bardzo różnych dziedzin (…)”.

 ~ Angela Duckworth

Badaczki zgodnie twierdzą, że duży postęp na polu badania kształtowania długoterminowych nawyków może być zrobiony dzięki stworzeniu interdyscyplinarnego zespołu, włączając w to m.in. psychologów, ekonomistów, badaczy neuro-nauk i wielu innych. Na obecnym etapie w zasadzie nie wiadomo czyje pomysły na wdrażanie zmian w zachowaniu będą bardziej efektywne od pozostałych. Badacze zamierzają pozwolić, aby odpowiedź na te pytania wyłoniła się bezpośrednio z danych. Zwłaszcza, że w codzienności zanurzamy się w dziesiątkach sytuacji, gdzie dobre i korzystne dla nas i dla innych ludzi decyzje nie są tymi najłatwiejszymi, ani najprzyjemniejszymi do podjęcia. Co ciekawe, korzeniem tego problemu nie jest luka w wiedzy. Przecież większość ludzi wie, że powinniśmy jeść więcej owoców i warzyw, albo nie odkładać nauki do nadchodzącego egzaminu na ostatnią chwilę. Problem, który chcemy rozwiązać to stworzenie połączenia między tym jak każda decyzja o zjedzeniu czegoś zdrowego lub niezdrowego (lub przykładowo w starciu „uczenie się vs. Netflix”), dodają się do siebie i kumulują z biegiem czasu.

W poszukiwaniu super-mocy
Odwracając kierunek myślenia: czy decyzje o braku działań też kumulują się w czasie? Na przykład jeśli nie pójdę dziś na siłownię albo nie przyjmę leków na serce, czy coś mi się stanie tego samego dnia? Raczej nie powinno. Ale jeśli będę tą decyzję powtarzać to w końcu dosięgną mnie konsekwencje. To właśnie ta luka pomiędzy naszymi codziennymi decyzjami i naszymi ostatecznymi wynikami jest fundamentalną częścią problemu psychologicznego.

Wyniki badań zakładu prof. Milkman wykazują, że 40% przedwczesnych śmierci jest wynikiem zachowań/zwyczajów, które mogły być zmienione! Gdybyśmy mieli taką moc, aby sprawić, że każdy będzie ćwiczył regularnie, rzuci palenie, będzie pił alkohol w sposób odpowiedzialny (lub wcale), będzie dbał o zdrową dietę czy regularnie badał się w związku z zagrożeniem zachorowaniem na raka –  moglibyśmy bardzo różne przyczyny śmierci wymazać z mapy naszego świata i potężnie zmniejszyć ich medyczne koszty.

Oczywiście nikt nie oczekuje, że będzie to problem łatwy do rozwiązania. Raczej należy patrzeć na ten problem jak na poszukiwanie złotego Graala. Stąd też potrzeba interdyscyplinarnej drużyny, aby zrobić znaczący krok na przód w tworzeniu rozwiązań które są zarówno efektywne, jak i łatwe do zastosowania. Trzeba także uzbroić się w cierpliwość, ponieważ nie możemy spodziewać się że w 2018 roku nagle i definitywnie rozwiążemy problem trwałej zmiany zachowań. To zadanie jest bardzo trudne (jeśli nie niewykonalne), natomiast możemy oczekiwać natychmiastowego rozpoczęcia procesu uczenia się. Opisane badanie mają na celu rozwikłanie problemu zmiany ludzkiego zachowania i odkrycia czemu niektórzy ludzie skutecznie wprowadzają dobre nawyki, a wielu innych ponosi w tym samym przedsięwzięciu klęskę. Pozostaje nam zatem życzyć wytrwałości i konsekwencji twórcom i wykonawcom tego projektu badawczego, bo jeśli uda im się dokonać odkrycia, do którego dążą, będziemy mieli większe pole do rozwoju jako cały gatunek, w wielu obszarach naszej działalności, również tych związanych z decyzjami finansowymi.

Dlaczego ulegamy emocjom w inwestycjach? – Czyli o wpływie neuronów na decyzje inwestycyjne

Inwestując, najłatwiej jest popełnić błędy dwojakiego rodzaju: możemy albo zbyt długo utrzymywać w swoim portfolio papiery wartościowe, które tracą na wartości, lub odwrotnie – zbyt szybko pozbywać się tych, których wartość rośnie. Oba rodzaje błędów nie miałyby miejsca, gdybyśmy – jako gatunek – byli w pełni racjonalni w swoich decyzjach. Z logicznego punktu widzenia, powinniśmy sprzedawać papiery wartościowe o tendencji spadkowej (aby zapobiegać dalszym stratom) oraz zatrzymywać w portfelu papiery, których wartość rośnie (aby powiększać zyski).

Pytanie, skąd biorą się nasze nieracjonalne i często szkodliwe dla nas w skutkach zachowania inwestycyjne zainteresowało naukowców zajmujących się neuronaukami, a konkretnie: neurofinansami. Badacze ci używają złożonych technik obrazowania aktywności mózgu, aby prześledzić, dlaczego inwestorzy podejmują konkretne decyzje inwestycyjne. Starają się prześledzić, co powoduje zachowania prowadzące do strat, ale ich ambicją jest również rzucić więcej światła na to, jak rynki funkcjonują w ogóle.

Ponieważ dziedzina neurofinansów jest stosunkowo młoda, a jej badania mają głównie charakter eksploracyjny, ma ona zarówno swoich zagorzałych fanów, jak i sceptycznie nastawionych wrogów. Sama zaś neurobiologia decyzyjna leży na pograniczu tradycyjnych neuronauk oraz nauk związanych z podejmowaniem decyzji, wliczając w to psychologię, ekonomię i statystykę. Są jednak między nim znaczne różnice. Po pierwsze, większość klasycznych neurobiologów nie zajmuje się ludźmi, ponieważ jest to zbyt skomplikowane. Skupiają się oni raczej na prostszych organizmach, takich jak np. muszki owocówki w badaniu genetyki snu. Ale jeśli już obiorą za cel swoich dociekań człowieka – co rzadko, ale jednak się zdarza – to nie podejmują się badania aktywności zbiorowych. Tymczasem neurofinanse właśnie tym się zajmują, ponieważ aktywności zbiorowe definiują rynki finansowe. Przypomina to trochę rekonstrukcję Wall Street w laboratorium badawczym.

Próbując odtworzyć zjawiska z parkietu giełdowego trzeba się przyjrzeć, jak ludzie oceniają natychmiastowe i przyszłe nagrody oraz straty, a także jak przewidują co zrobią inni, kiedy na horyzoncie pojawi się możliwość zysków finansowych. Przy użyciu technik, takich jak fMRI (funkcjonalny rezonans magnetyczny, z ang. functional magnetic resonance imagining), który mierzy zmiany związane z przepływem krwi w mózgu, można zobaczyć które jego obszary są zaangażowane w przetwarzanie różnych zadań oraz doświadczeń.

Efekt dyspozycji i efekt żalu

W jednym z badań przyglądano się studentom kierunków ekonomicznych, podejmującym decyzje inwestycyjne. Wyobraźmy sobie sytuację, w której studenci mogą nabyć wyboru trzy rodzaje (wygenerowanych na potrzeby badania) akcji: akcje A, akcje B i akcje C oraz otrzymują określoną sumę gotówki. Podczas eksperymentu musieli zakupić za swoją gotówkę jeden z trzech papierów wartościowych, wiedząc, że w danym momencie mogą posiadać tylko jeden rodzaj akcji. Wszystkie trzy kursy akcji zostały tak skonstruowane, aby zmieniały się niezależnie od siebie. Badani studenci otrzymywali aktualizacje dotyczące wzrostów i spadków kursów akcji, a kilka sekund później mieli szansę sprzedać swoje akcje i zakupić inne lub pozostać przy obecnie posiadanych. Naukowcy obserwowali, jak ich mózgi reagowały na „newsy” o zarobkach oraz jak aktywność mózgowa odzwierciedlała podstawy podejmowania przez nich decyzji. 

Badania pozwoliły zaobserwować tzw. efekt dyspozycji (z ang. disposition effect) w działaniu: większość badanych (inteligentnych i kierunkowo wykształconych studentów) sprzedawała częściej i więcej akcji, kiedy ceny rosły niż ta grupa, która posiadała akcje, których ceny spadały. Z relacji naukowców wynika, że na palcach jednej ręki można było policzyć uczestników, którzy zbliżyli się na przysłowiowe wyciągnięcie ręki do tego, co można by nazwać logiczną ścieżką osiągania największych zysków.

Kolejnym zjawiskiem, które zaobserwowali naukowcy był efekt nazywany w języku angielskim regret-repurchase effect. Polega on na odkupowaniu posiadanych już kiedyś i sprzedanych w przeszłości akcji. Efekt przejawia się tym, że inwestorzy chętniej odkupują akcje, jeśli wcześniej zarobili na ich sprzedaży i mogą kupić je ponownie za niższą cenę. Jednocześnie mniej chętnie odkupują akcje, które sprzedali ze stratą. Istnieje teoria, że inwestorzy, tak jak my wszyscy, mogą chcieć powtarzać działania, które kojarzą z dobrym samopoczuciem oraz unikać takich, które przypominają im negatywne emocje.

Strach i chciwość

Inny, bardziej złożony eksperyment tych samych autorów, pokazuje zachowania związane z tworzeniem się baniek spekulacyjnych, kiedy akcje wybranych spółek zaczynają być irracjonalnie przeceniane. W tym badaniu dozwolono, aby ceny rynku testowego wyłoniły się ze wspólnych aktywności uczestników badania. Następnie uczestnicy zostali podzieleni na trzy kategorie: wysoko, średnio i nisko zarabiający – na bazie ich zysków z obrotu akcjami.  Zarobki w tych grupach powiązano z aktywnością mózgu mierzoną przez skan fMRI. Skany wskazały na część kory mózgowej odpowiadającej za niepewność finansową (co ciekawe, również za negatywne odczucia z ciała, za obawę przed szokiem oraz przed bólem odczuwanym przez ukochaną osobę) – na korę wyspową (z łac. insula cortex), inaczej zwaną płaszczem wyspy.

Co ciekawe, aktywność tej części mózgu nie była identyczna we wszystkich trzech badanych grupach. Zarabiający wysoko, czyli traderzy, którzy odnieśli największy sukces, wykazywali większą aktywność w obszarze kory wyspowej niż pozostali. Nasuwa to hipotezę, że ten obszar może generować coś na kształt sygnału ostrzegawczego, który pomaga niektórym inwestorom sprzedać akcje z zyskiem, zanim nastąpi załamanie kursu. To, co się dzieje w ich mózgach może być wynikiem sprzyjającego losu, ale niewykluczone, że może też być umiejętnością tych ludzi. Na razie wiemy tylko, że niektórzy gracze mają sygnały z płaszcza wyspy, który mówi im, że nie są pewni, co się wydarzy na interesującym ich rynku i powoduje, że martwią się o przyszłość.

Kolejnym obszarem mózgu, który rozświetlał często skany było jądro półleżące, które jest już badaczom znane z odpowiedzi na nagrody i wzmocnienia takie jak: jedzenie, picie, narkotyki, seks czy wysiłek fizyczny. Wszystko to stymuluje jądro półleżące (jedno z jąder podstawnych mózgu) – obszar mózgu silnie powiązany i kojarzony z graczami, którzy kończyli z najniższymi zyskami. Ich strategia polegała na braku działań na początku eksperymentu. Nie kupowali żadnych akcji, zbyt długo wyczekując na pierwsze zakupy. Następnie zaczynali nagle kupować, kupowali coraz więcej i więcej, dochodząc do momentu kiedy nie mogli przestać, co często okazywało mało zyskownym podejściem.

„Bój się, kiedy inni są chciwi. Bądź chciwy, kiedy inni się boją”

~ Warren Buffet

Colin Camarer parafrazuje to powiedzenie, proponując aby strach zastąpić takimi pojęciami, jak dyskomfort lub niepewność – zgodnie z wynikami swoich badań. Ludzie, którzy posiadają ten sygnał niepewności, wysyłany z obszaru kory wyspowej (wspominany już obszar mózgu należący do kresomózgowia), sprzedają swoje akcje we właściwym czasie. Natomiast ludzie którym je sprzedają – charakteryzują się sygnałem z jądra półleżącego i pewnym rodzajem chciwości.

Nie tylko Warren Buffet, ale wielu innych ekspertów zajmujących się inwestowaniem używa sformułowań związanych z emocjami oraz zorientowanych na ciało. Mówią i piszą oni o „wybuchach paniki”, „niewygodzie z pewną świadomością”, czy o poczuciu dotyczącym decyzji finansowych pochodzącym „gdzieś z głębi”.

Przyszłość neurofinansów

Przy całym zaciekawieniu i ożywionych dyskusjach, jakie wywołuje dziedzina neurofinansów, trzeba podkreślić że badania, które tu opisujemy są w bardzo wczesnym stadium rozwoju. Kolejnym krokiem powinno być przeprowadzenie eksperymentów przyczynowych, czyli już nie jedynie pomiaru, ale stymulowanie różnych części mózgu, żeby zobaczyć, jak to wpływa na decyzje inwestycyjne. Jeśli np. założymy, że wyższa aktywność jądra półleżącego wygeneruje więcej zakupów pompując bańkę spekulacyjną, to powinniśmy być w stanie wyprodukować w ten sposób takie bańki.

Czy zatem możemy się spodziewać, że w przyszłości będzie można wpłynąć na swój mózg farmakologicznie lub chirurgicznie, aby poprawić swoje zdolności inwestycyjne? Badacze sugerują, że raczej należałoby się spodziewać rozwoju możliwości monitorowania swojej aktywności mózgowej. Być może niekoniecznie będzie to musiało w przyszłości oznaczać bycie przypiętym do maszyny fMRI przez cały dzień, jeśli nasze smartfony byłyby zaopatrzone w sensory np. przewodnictwa skórnego. Otwartym pozostaje również pytanie o racjonalność działań homo sapiens w odniesieniu do praktycznej aplikacji odkryć neuronauk. Bowiem w kontekście dotychczasowych wyników – gdybyśmy byli w stanie monitorować, co robią nasze mózgi – czy potrafilibyśmy jednocześnie działać lub powstrzymywać się od działania, kiedy nadawałaby się okazja na finansowy zarobek?

Metodologia

Wybór instrumentów finansowych do portfolio inwestycyjnego jest zawsze jednym z trudniejszych zadań stojących przed inwestorami. Zadania nie ułatwia wszechobecny marketing, który sugeruje, że fundusze firmy A są lepsze od konkurencji, fundusze firmy B są zwycięzcami wszelkich porównań, a fundusze firmy C dają zarobić najwięcej. Większość ratingów tworzona przez firmy, które żyją z rekomendacji jest tworzona w sposób bardzo prosty: parzą na wyniki funduszy i sugerują, które z nich charakteryzują się najwyższymi wynikami i w takie należy inwestować. Tworzenie takich ratingów mija się z celem, gdyż każdy inwestor musi dopasować instrument do swojego poziomu ryzyka inwestycyjnego. Oznacza to, że nie każdy może inwestować w fundusze charakteryzujące się najwyższymi wynikami, gdyż one najczęściej charakteryzują się najwyższym ryzykiem. Ponadto, wyniki z przeszłości nie zawsze są dobrymi prognostykami wyników w przyszłości. Dlatego jednorazowe wskaźniki zysków/rentowności niedużo nam mówią w dniu dzisiejszym, czy instrument jest warty inwestowania, czy też nie. Co więcej, fundusze różnią się znacząco między sobą wysokością opłat, a te mogą znacząco obciążyć nasze portfele.

Dokonanie kompleksowego ratingu instrumentów jest niezmiernie skomplikowaną rzeczą, ale jakże pomocną dla inwestorów. W Capital Lab połączyliśmy nasze kompetencje z analiz finansowych wraz z zaawansowanymi metodami ilościowymi po to, aby dokonać kompleksowego ratingu instrumentów indeksowanych, które teraz świętują triumfy na świecie. Nasze podejście oparliśmy o analizę dziesiątek badań naukowych określających wpływ poszczególnych parametrów funduszy na długoterminowe stopy zwrotu. Zadbaliśmy o to, aby nasz model brał pod uwagę wiele parametrów, takich jak: płynność, koszty, stabilność wyników funduszy, czy ryzyko funduszy. Każdy z tych elementów ma przypisane wagi, które otrzymaliśmy prognozując wyniki funduszy. Wiedząc, które z elementów i jak wpływają na wyniki funduszy, jesteśmy w stanie ocenić każdy fundusz nadając jemu odpowiedni rating. Na końcu nasz rating ma odpowiadać na pytanie, w które z funduszy należy inwestować, a które omijać szerokim łukiem. Nasze backtesty do tej pory potwierdziły skuteczność naszej metodologii.

Najlepsze fundusze października

W grupie dwudziestu pięciu najlepszych ETFów października, podobnie jak przed miesiącem, znalazły się przede wszystkim fundusze akcyjne z USA. Bardzo silne okazały się fundusze oparte o półprzewodniki (Direxion Semiconductor Bull 3X Shares), jak i fundusze technologiczne w ogóle (Direxion Daily Technology Bull 3x Shares czy ProShares UltraPro QQQ) – warto przypomnieć, że w zeszłym miesiącu to właśnie spółki technologiczne zajmowały miejsca 1 i 3 naszego zestawienia. W październiku poradziły sobie również spółki oparte o indeks S&P 500 (ProShares UltraPro S&P500 czy Direxion Daily S&P 500 Bull 3X Shares), który kolejny, siódmy już miesiąc z rzędu bije rekordy. Znakomite wyniki sektora finansowego za oceanem wywindowały natomiast ProShares UltraPro Financial Select Sector na czwarte miejsce naszego zestawienia. Podobnie jak przed miesiącem do zestawienia trafiły fundusze inwestujące w Chinach.

05.12 1.PNG

Źródło: Capital Lab

 

Warto również zauważyć, że górna część zestawienia jest zaburzona przez bardzo wysokie stopy zwrotu funduszy z dźwignią, które windują ocenę prezentowanych funduszy. Biorąc pod uwagę fundusze zarządzane pasywnie (czyli takie, których tracking error jest niewielki) najlepiej prezentuje się iShares MSCI Poland UCITS, który osiągnął stopę zwrotu aż 50,07% od początku roku. Niskie koszty, świetne stopy zwrotu i bliskie odwzorowanie indeksu pozwoliły temu ETFowi zająć najwyższy stopień podium.  Bardzo dobrze wypadły też fundusze z Chin i Włoch. Patrząc na zestawienie właśnie przez pryzmat precyzyjnego odwzorowania indeksu w zestawieniu pojawiły się też obecne poprzednio fundusze z Austrii czy Korei.

05.12 2.PNG

Źródło: Capital Lab

 

Najgorsze fundusze października

W grupie najgorszych funduszy miesiąca znalazły się przede wszystkim te, które zajmują pozycję krótką głównych indeksów. Mamy tu przede wszystkim DAX, FTSE czy NASDAQ (po dwa fundusze zajmujące pozycje krótką – eng.: short, czyli grające na spadki). Ciekawostką jest pojawienie się aż trzech funduszy typu VIX Futures – fundusze takie inwestują w instrumenty pochodne oparte o zmienność na rynkach finansowych. Słabe wyniki tych funduszy to znak, że zmienność na rynkach jest bardzo niska.

Solidne wzrosty cen miedzi i spadki cen srebra czy gazu naturalnego mocno ciążą ETFom opartym o ceny tych surowców. I tak fundusze zakładające spadek cen miedzi traciły, podobnie jak te zakładające wzrost cen srebra czy gazu.

Zaskoczeniem może być silny spadek funduszy opartych o ceny cukru – wyceny tych funduszy spadły od początku roku o niemal 40%.

W porównaniu z zeszłym miesiącem, w tej części naszego zestawienia zaszło sporo zmian – we wrześniu najgorzej wypadły fundusze oparte o obligacje i o rynek pieniężny. Było to spowodowane bardzo niskimi stopami procentowymi, jak i niepewnością związaną z planami Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych i Europejskiego Banku Centralnego dotyczących ewentualnych podwyżek stóp procentowych, a w przypadku EBC również kontynuacji programu luzowania ilościowego.

05.12 3.PNG

Żródło: Capital Lab

 

Uwzględniając tylko fundusze zarządzane pasywnie najgorzej wypadły ETFy oparte o surowce, szczególnie srebro. W najgorszej 25 znalazło się aż 8 funduszy inwestujących w ten metal. Słabo poradziły sobie również fundusze inwestujące w złoto (3 fundusze) i rolnictwo (w 25 znalazły się 2). Słabe wyniki metali szlachetnych spowodowane są przede wszystkim koniunkturą, która zachęca inwestorów do odwrotu od bezpiecznych przystani i inwestowanie w nieco bardziej ryzykowne instrumenty oparte o akcje.

05.12 4.PNG

Źródło: Capital Lab

 

Podsumowanie

Wybierając instrumenty, które umieścimy w naszym protfolio warto wybierać świadomie. Nasze naukowe podejście, które towarzyszyło nam przy tworzeniu modelu oceny ETFów sprawia, że korzystając z naszej metodologii inwestor otrzymuje efektywne i proste w użyciu narzędzie wyboru i porównania ETFów. Sprawia to, że możliwe staje się wybranie instrumentów dostosowanych do potrzeb. Fakt, iż ocena dokonywana jest w oparciu o badania sprawia ponadto, że wyniki naszych analiz są rzetelne. Dzięki kompleksowemu podejściu uwzględniającemu wszystkie parametry mające istotny wpływ na zachowanie funduszy możliwe jest wskazanie, które instrumenty godne są uwagi, a które lepiej omijać.

 

Spodobał Ci się artykuł? Zaobserwuj naszego bloga, aby nie przegapić następnych.