Raport Rynkowy 14/2018

Jak donosi brytyjski dziennik wpływy do funduszy inwestycyjnych wyhamowały w marcu do najniższego poziomu od połowy 2016 roku. W lutym napływ nowych środków do funduszy wyniósł rekordowe 105 miliardów dolarów, lecz miesiąc później ledwie przekroczył 10 miliardów – i osiągnęły 12,38 miliarda. Czy zmienność na rynkach w USA jest powodem tak gwałtownych spadków zainteresowania ETFami? Dowiedz się więcej…

14-2018.PNG

Poprzedni Raport

Reklamy

Koniec nieograniczonej swobody kryptowalut

W ostatnim czasie mamy do czynienia z coraz to ostrzejszym nastawieniem instytucji nadzorczych, a także rządów kolejnych krajów, do kryptowalut. Przełożyło się to na ceny tych instrumentów – szczególnie bitcoina, który od początku roku drastycznie spadł.

Moment, w którym bitcoin pojawił się na rynku, rok 2009, nie był przypadkowy. Był to okres kryzysowy, kiedy zaufanie do waluty amerykańskiej, jak również do wiarygodności Stanów Zjednoczonych, drastycznie spadło. Pojawiało się również coraz więcej przeciwników banków centralnych i ich polityki. Bitcoin jako środek płatniczy stawał się coraz powszechniejszy, a technologia blockchain wzbudzała coraz większe zainteresowanie. Pozwalała na zmniejszenie kosztów transakcyjnych oraz bankowych, które drastycznie wzrastały po kryzysie finansowym.

Co więcej, technologia umożliwiła pomijanie instytucji finansowych, które w tym czasie nie cieszyły się dobrą sławą. Rynek kryptowalut zaczął się rozprzestrzeniać w bardzo szybkim tempie. W 2017 r., wg coinmarketcap.com, istniało już ponad 1560 kryptowalut.

Zalety technologii stojącej za kryptowalutami zaczęły również dostrzegać instytucje finansowe. Obniżenie kosztów w transakcjach międzybankowych, jak również szybkość transferu środków pieniężnych oraz brak konieczności ich fizycznego przetrzymywania pomogłaby dużym instytucjom w znaczącym stopniu obniżyć koszty transakcyjne. W taki sposób powstał Ripple – system płatności do rozliczeń międzybankowych. Już teraz we współpracę z Ripple weszło około 40 instytucji (m.in. National Australia Bank, Royal Bank of Canada, UniCredit Group itp.).

Wiele innych instytucji eksperymentuje z tym rozwiązaniem, a w najbliższej przyszłości prawdopodobnie do grona użytkowników Ripple dołączy m.in. Western Union, Goldman Sachs, Bank of England i Royal Bank of Scotland. Credit Suisse, Barclays, HSBC, Deutsche Bank i UBS zdecydowały się w 2015 r. stworzyć swoją własną walutę do rozliczeń międzybankowych tzw. paywall w ramach obszaru „utility settlement coin”.

Zainteresowanie kryptowalutami rosło. Początkowo była to euforia inwestorów w stosunku do czegoś nowego i innowacyjnego. W latach 90. nikt nie wiedział, jak rewolucja technologiczna będzie postępowała, ale inwestorzy głęboko wierzyli, że jest przyszłościowa i przez to ma wartość. Podobnie jest z kryptowalutami – technologia bloków połączonych (blockchain), która za nimi stoi jest rewolucyjna i przyszłościowa. Inwestorzy wierzą w jej rozwój i chętnie w nią inwestują, mając oczywiście nadzieję na duże zyski w przyszłości. Z pewnością wartości takim projektom dodawały kolejne informacje, że wiele krajów i firm (jak Kodak czy Facebook) zamierza wprowadzić swoje własne kryptowaluty.

Zgodnie z ostatnimi szacunkami na koniec 2017 r. Polacy zainwestowali ponad 600 mln zł. Na świecie ta sytuacja wygląda jeszcze drastyczniej. W 2017 roku było 26 tys. projektów z obszaru ICO (Initial Coin Offering), a cały rynek kryptowalut urósł o 596 mld dol., jak podał serwis coinmarketcap.

Stanowisko instytucji nadzorczych dotyczące tego, czy rozwój rynku kryptowalut zagraża bezpieczeństwu systemu finansowego było na początku podzielone. Część instytucji uważała (a część z nich wciąż uważa), że nie mają kompetencji do kontrolowania oraz uregulowania tego segmentu rynku. Wśród nich znalazł się m.in. Europejski Bank Centralny czy amerykańska Rezerwa Federalna. Zgodnie z zapowiedziami tych instytucji, kryptowaluty – włączając w to bitcoina – nie są środkiem płatniczym w rozumieniu definicji ekonomicznej pieniądza, co powoduje, że banki centralne nie mają kompetencji oraz prawa do ingerowania w ten rynek. Natomiast Bank Anglii stwierdził, że kryptowaluty nie zagrażają prawdziwemu pieniądzu i w związku z tym nie widzi podstaw do ingerowania.

Znalazły się również instytucje, które dopuściły kryptowaluty jako formalny środek płatniczy. Jako, że nie było wiadomo jak potraktować kryptowaluty z punktu widzenia obrotu nimi, rynek ten rozwijał się w większości krajów poza sferą uregulowaną, a giełdy obrotu kryptowalut powstawały w bardzo szybkim tempie.

Instytucje nadzorcze dostrzegały ryzyko i problem anonimowości klienta w całym łańcuchu handlu kryptowalutami (czemu Komisja Europejska dała wyraz w 2016 r., kiedy stwierdziła, że dyrektywa 2015/849 dotyczącej przeciwdziałaniu wykorzystywania systemu finansowego do prania brudnych pieniędzy oraz finansowania terroryzmu powinna objąć również giełdy kryptowalut.

Na początku 2010 r. można było zauważyć jednak dość optymistyczne podejścia nadzorców do tego rynku. Wiele krajów zapowiedziało nawet, że zamierza rozważyć wdrożenie własnych kryptowalut do rozliczeń w sektorze finansowym (dla przykładu Wielka Brytania rozpoczęła w 2009 r. prace nad własną walutą do rozliczeń instytucji z bankiem centralnym; to samo zadziało się w Szwecji, a Japonia zapowiedziała, że zamierza wprowadzić swojego własnego j-coina).

Początkowo tylko w nielicznej części krajów można było zauważyć sceptycyzm. Niemcy uznały, że kryptowaluty są aktywem finansowym i obrót nimi powinien odbywać się na takich samych zasadach, jak na normalnej giełdzie. Obecnie wyniki badania przeprowadzonego przez Cambridge Centre for Alternative Finance wskazują, że 52 proc. małych giełd analizowanych w badaniu posiada oficjalne rządowe licencje uprawniające je do obrotu kryptowalutami, podczas gdy w przypadku dużych giełd jest to zaledwie 35 proc.

Co więcej, autorzy badania zaznaczają, że, mimo iż handel kryptowalutami odbywa się głównie w czterech walutach (USD, JPY, EUR, GBP), mniejsze giełdy wspierają również obrót kryptowalutami w ponad 40 innych.

Początkowo bierne podejście nadzorców, jak również brak regulacji spowodowały, że rynek kryptowalut cieszył się ogromną popularnością. Większość transakcji mogła być anonimowa i poza sferą regulacji, co dawało możliwość prania brudnych pieniędzy. Niskie koszty energii („kopanie” kryptowalut, jest bardzo energochłonne), wysoki popyt na walutę wirtualną oraz zaawansowany rozwój technologii spowodowały, że rynek „krypto” najbardziej zaczął się rozwijać w Azji, a w szczególności w Chinach i Korei Płd. Około 85 proc. handlu kryptowalutami odbywało się właśnie na tych rynkach, z czego ponad połowa podaży bitcoina pochodziła z Chin. Interesującym faktem jest również to, że 95 proc. bitcoinów jest w rękach 4 proc. rynkowych graczy, z czego 1 proc. kontroluje ponad połowę rynku.

Kryptowaluty stały się popularnym narzędziem do prania pieniędzy. Pod koniec zeszłego roku w mediach pojawiła się informacja, że Bułgaria w wyniku rozbicia zorganizowanej grupy przestępczej skonfiskowała 213,5 mld dol. w formie bitcoina (które w wyniku zmiany kursu w pewnym momencie warte były aż 3,3 mld dol.).

Wraz ze wzrostem popytu rosła też cena kryptowalut. To przyciągało coraz więcej inwestorów detalicznych liczących na szybkie zyski. W połowie 2017 r. zadziałała psychologia rynku. Słysząc o 50-proc. wzrostach z dnia na dzień, a później niemal z godziny na godzinę świat oszalał na punkcie bitcoina, a w raz z nim na punkcie kolejnych kryptowalut. Kapitalizacja bitcoina przebiła kapitalizację największych firm na świecie.

Wystarczyło mieć w nazwie słowo blockchain, a cena akcji od razu rosła o kilkadziesiąt procent. Znany jest przypadek spółki Long Island Tea Corporation, która poinformowała, że w bliżej nieokreślonej przyszłości zamierza zająć się pracami nad łańcuchem bloków, i w tym celu zmieniła nazwę na Long Blockchain – to wystarczyło, żeby cena jej walorów skoczyła o 289 proc. w zaledwie ciągu kilku sesji. Ludzie inwestowali coraz więcej pieniędzy w kryptowaluty, a przy tej euforii zapominali o ryzyku, jakie pociąga za sobą inwestowanie w te instrumenty.

Jakie to były ryzyka? Anonimowość transakcji, giełdy i projekty ICO, które istniały poza sferą regulacji, szerzący się obszar przestępczy, a wraz z tym związane wyłudzenia pieniędzy, napady hackerskie na giełdy kryptowalutowe, koncentracja bitcoina w rękach kilku inwestorów, wysoka zmienność kursów wynosząca pięciokrotność amerykańskiego indeksu giełdowego, brak mechanizmów zabezpieczających transakcje, brak ochrony inwestorów oraz wiele innych.

Coraz częstsze informacje o wyłudzeniach oraz oszustwach, jak również praniu brudnych pieniędzy spowodowało, że w połowie 2017 r. nastąpił przełom w podejściu instytucji nadzorczych – rozwój rynku kryptowalut wymknął się spod kontroli, a szerząca się szara strefa zaczęła zmuszać instytucje nadzorcze do coraz bardziej konkretnych działań. O ile jeszcze kilka lat temu widzieliśmy środowisko nadzorcze podzielone, obecnie większość krajów stoi na tym samym stanowisku – ograniczenia i przejrzystości w handlu kryptowalutami są niezbędne. Różnice dotyczą jeszcze skali i charakteru regulacji.

Przede wszystkim chodzi o wprowadzenie konieczności identyfikacji klienta (tzw. „Customer Due Dilligence”), monitoring oraz wprowadzenie obowiązku informacyjnego do urzędów nadzorczych dotyczących pochodzenia środków pieniężnych oraz podejrzanych działań klienta. Coraz częściej mówi się o licencjonowaniu giełd, które obracają walutami wirtualnymi. Niektóre kraje zaczęły nawet opowiadać się za zakazem obrotu kryptowalutami (na przykład Chiny i Korea Płd.); Unia Europejska zapowiedziała, że pracuje już nad uregulowaniem tego rynku, Fed również zaznaczyła, że zamierza w najbliższym czasie ograniczyć rozwój kryptowalut. Wiele krajów, np. Wlk. Brytania, zdecydowało się na wycofanie z projektów tworzenia własnych kryptowalut.

Instytucjom nadzorczym, które obecnie opowiadają się za ograniczeniem rozwoju kryptowalut chodzi o ograniczenie świata przestępczego, który wykorzystuje rynek kryptowalut do ukrywania, transferowania i prania pieniędzy. Dlatego ten rynek nie może istnieć w obecnym kształcie. Jest to zbyt niebezpieczne zarówno dla systemu finansowego, jak również ze względów społecznych. W euforii ludzie zapominają o ryzyku, jakie pociąga za sobą inwestowanie w kryptowaluty, a to może doprowadzić do wielu tragedii. Obecnie rynek jest bardzo chaotyczny, a wzrosty i spadki o kilkanaście procent dziennie nie są rzadkością.

Uregulowanie tego rynku mogłoby mu dać stabilność, a przez to także większą wiarygodność. Nie musi być natomiast jednoznaczne z ograniczeniem jego rozwoju. Wartościowe projekty mogą na takich zmianach tylko skorzystać. Ripple czy „paywall”, wykorzystywany w sektorze finansowym, są najlepszym tego przykładem. Innym może być zastosowanie kryptowalut do rozliczeń wewnętrznych między stronami transakcji.

Regulacje zduszą zaś rozwój kryptowalut, które nie mają żadnego pokrycia, a ich cena jest napędzana pieniędzmi niewiadomego pochodzenia i spekulacją. Mało prawdopodobne wydaje się również, że kryptowaluty zastąpią zwykły pieniądz. Koszt ich wydobycia jest na tyle duży, że żaden kraj zachodni przy obecnych cenach energii nie będzie mógł sobie na to pozwolić. Brak anonimowości zminimalizuje handel przestępczy a regulacje dotyczące obrotu przyczynią się do ograniczenia działalności spekulantów i ustabilizowanie cen instrumentów.

Współpraca: Petra Pawlowski, Karol Skowroński.

Artykuł oryginalnie opublikowany został na stronie Obserwatora Finansowego:

https://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/rynki-finansowe/koniec-nieograniczonej-swobody-kryptowalut/

Bitcoin rośnie jak na drożdżach

Jeszcze kilka dni temu pisaliśmy o tym, że najpopularniejsza z kryptowalut przebiła poziom 7.000 USD, a dzisiaj Bitcoin przebił kolejną, magiczną, barierę 10.000 USD. Co więcej, zbliżył się on do granicy 11.000 USD, osiągając poziom 10.876,8 USD. Oznacza to, że Bitcoin dał zarobić blisko 5% w ciągu zaledwie 24 godzin – od początku roku jest to już dziesięciokrotny wzrost wartości!

Jak donosi investing.com głównym powodem nagłego wzrostu ceny bitcoina jest działalność spekulacyjna inwestorów w Japonii oraz coraz częstsze decyzje o uwzględnieniu kryptowalut w portfelach inwestycyjnych przez inwestorów korporacyjnych.

Eksperci radzą jednak, aby uważać na inwestowanie w Bitcoina, jako że wartość na tak wysokim poziomie jest nieuzasadniona. Dlatego na przykład Jamie Dimon, szef JP Morgan -jednego z największych banków inwestycyjnych na świecie, otwarcie nazywa najpopularniejszą kryptowalutę bańką spekulacyjną – ostrzega też, że bańka ta może w dowolnym momencie pęknąć. Zdanie takie podziela prezes Credit Suisse, Tidjane Thiam, który zauważa, że obecnie transakcje dokonywanie na bitcoinie służą przede wszystkim zarabianiu na wahaniach kursu, co jest definicją spekulacji, a w rezultacie definicją bańki.

Poniżej prezentujemy wykres wartości bitcoina w ciągu ostatnich 12 miesiecy:

bitcoinźródło: investing.com

 

Poprzedni artykuł o Bitcoinie

 

Spodobał Ci się artykuł? Zasubskrybuj naszego bloga, aby nie przegapć następnych.

O co chodzi z tymi kryptowalutami? Cz. II

Czym zatem jest bitcoin?

Jak nietrudno się domyśleć czytając pierwszą część tego artykułu – Bitcoin to kryptowaluta, czyli waluta oparta o mechanizmy kryptograficzne opisane w sekcji poświęconej mechanizmowi działania blockchain. Został stworzony w 2009 roku przez Satoshi Nakamoto – co ciekawe nikt nie wie kim Satoshi Nakamoto jest, jako że jest to pseudonim. Może to być genialny informatyk, biznesmen, cała spółka, grupa, kobieta, mężczyzna… prawdę zna tylko Satoshi Nakamoto.

Bitcoina od klasycznych walut różni to, że nie jest to waluta fiducjarna – oparta o zaufanie do banku centralnego/rządu/państwa, a nie mająca oparcia w dobrach materialnych, jak np. Złoto. Bitcoin jest walutą opartą o sieć blockchain, a podstawowym dobrem wykorzystywanym do funkcjonowania sieci jest moc obliczeniowa komputerów i prąd elektryczny – sieć, aby działać, potrzebuje urządzeń, które będą przetwarzały informacje i pakowały je we wspomniane bloki. Osoby udostępniające moc obliczeniową swoich urządzeń są często nazywane górnikami, a ich wyspecjalizowane komputery – koparkami. Jak olbrzymią moc posiadają te urządzenia może świadczyć fakt, że wykorzystując czterordzeniowy procesor laptopa z wyższej półki w ciągu tygodnia wykonalibyśmy pracę wartą 0.00001548 Bitcoina – czyli 3,9 centa w przeliczeniu na dolary – i to bez uwzględnienia kosztów energii elektrycznej. Za wykonaną pracę (obliczenia) węzły tworzone przez górników nagradzane są Bitcoinami, których całkowita ilość dąży do 21 milionów – tak właśnie generowane są nowe Bitcoiny (Stosunek wartości nagród za wykonaną pracę, wynoszący obecnie 25 bitcoinów za wygenerowanie jednego kompletnego bloku, jest sukcesywnie obniżany – jeśli utrzyma się obecne tempo to wydobycie Bitcoinów zakończy się w 2140 roku). Emisja, czy raczej wydobycie Bitcoinów nie jest zatem regulowana przez żaden rząd czy instytucję. Transakcje wykonywane są bezpośrednio pomiędzy stronami, za pośrednictwem węzłów komunikacyjnych, które to węzły „pakują” informacje w bloki i rozgłaszają je innym blokom sieci. Jak już wspomnieliśmy, wszelkie błędne informacje są przez sieć odrzucane.

Inwestowanie w Bitcoin

Jak nietrudno zauważyć Bitcoin jest alternatywą ciekawą. Umożliwia przesyłanie pieniędzy na drugi koniec świata w sposób szybki i bezpieczny i to z pominięciem drogich i czasochłonnych kanałów bankowych. Dlaczego zatem waluta, która bezpieczniejsza i przynajmniej w teorii lepsza, podatna jest na takie wahania wartości? Jak to możliwe, że od początku roku bitcoin urósł o 546%, w ciągu roku o 872,9% a w okresie pięciu lat o oszałamiające 55.000%?

Powodów można szukać długo. Jednym może być fakt, że Bitcoin oparty jest nie o zaufanie do rządu, ale o zaufanie do sieci – do samego pomysłu. Co ciekawe nawet eksperci analizujący problem gwałtownych zmian wartości Bitcoina nie podają jednoznacznej odpowiedzi o przyczyny takiego zachowania najpopularniejszej kryptowaluty. Jedni twierdzą, że przyczyną gwałtownej zmienności cen (normą na Bitcoinie są kilkuprocentowe wahania wartości w ciągu dnia) jest przyczyną połączenia braku wartości fundamentalnej (czyli czegoś, co można byłoby przeanalizować, jak na przykład sytuacja ekonomiczna państwa) i wynikającej z tego podatności inwestorów na reakcje emocjonalne na najdrobniejsze nawet sygnały dotyczące Bitcoina. Inni z kolei twierdzą, że wartość Bitcoina to czysta żywa bańka spekulacyjna – czyli samonapędzający się mechanizm wzrostów oderwany od jakichkolwiek racjonalnych podstaw – podobna do tej dotyczącej cen tulipanów w 1636 roku, czy ostatniej bańki na kredytach hipotecznych, która doprowadziła do krachu w 2008 roku.

Którakolwiek z powyższych odpowiedzi byłaby prawidłowa, warto pamiętać, że inwestowanie w kryptowaluty jest bardzo ryzykowne – dużo bardziej niż w akcje czy fundusze inwestycyjne. W chwili pisania tego tekstu cena jednego Bitcoina to prawie 6893,1 dolara. Biorąc pod uwagę impet, z jakim rozwija się cena może ona dalej rosnąć. Warto jednak pamiętać, że tylko od początku miesiąca cena Bitcoina była już na poziomie 5822,1 dolara, jak i na 7442,4 dolara. Oznacza to, amplitudę wysokości 1620,3 dolara w ciągu zaledwie 2 tygodni.

Podsumowanie

 Bitcoin z pewnością jest koncepcją ciekawą. Oparcie środka płatniczego o kryptografię i łańcuch bloków sprawia, że waluta przynajmniej w teorii jest dość bezpieczna – nie ma możliwości ingerencji w łańcuch. Olbrzymią zaletą jest również fakt, że transakcje wykonywane są natychmiastowo i przy kosztach praktycznie niezauważalnych dla użytkownika. Z drugiej jednak strony anonimowość transakcji stwarza pole do naruszeń takich jak pranie brudnych pieniędzy. Co więcej, biorąc pod uwagę obecną niestabilność wartości Bitcoin jest rozwiązaniem niepraktycznym w przypadku dokonywania codziennych transakcji – gdybyśmy zdecydowali się wymienić wszystkie nasze pieniądze na bitcoiny mogłoby się okazać, że nie wykonując żadnych transakcji na początku przyszłego tygodnia mielibyśmy względem złotówki 10% pieniędzy mniej. Rozsądnym jest więc poznanie Bitcoina i traktowanie go jako bardzo ryzykownej inwestycji stanowiącej raczej niewielką część portfolio, niż jako główny jego składnik. Warto jednak śledzić rozwój wypadków, ponieważ w niedalekiej przyszłości, gdy wartość Bitcoina ustabilizuje się, może się on stać powszechnym, demokratycznym i w pełni elektronicznym środkiem płatniczym, który wyprze pieniądze, banki i świat finansów, jaki znamy.

 

Spodobał Ci się artykuł? Zaobserwuj naszego bloga, aby nie przegapić następnych.