Kiedy rozwiązywanie problemów przysparza nam kolejnych, czyli jak wpadamy w pułapkę poszerzającej się definicji

Świat w którym żyjemy jest daleki od ideału, niezależnie od tego, jaki aspekt i jaką jego miarę wzięlibyśmy pod uwagę: czy to wskaźnik ubóstwa, przemocy, dostępu do edukacji czy poziomu uprzedzeń obecnych w danym społeczeństwie. Jednocześnie ten sam, dalece nieidealny świat, cały czas się rozwija i wiele z wymienionych problemów ulega widocznej poprawie w wyniku pracy włożonej w polepszanie złej sytuacji. Dlaczego w takim razie sondaże regularnie pokazują, iż niezmiennie wierzymy, że jest inaczej? Inaczej – czyli gorzej, bez progresu i żadnej poprawy.

Rozwiązywanie problemów powoduje, że poszerzamy ich definicje
Odpowiedź na to pytanie może wypływać ze zjawiska zwanego efektem zmiany konceptu powodowanej częstością (z ang. prevalence induced concept change). Profesor Psychologii z Edgar Pierce – Daniel Gilbert –  oraz dr Dawid Levari przeprowadzili serię eksperymentów w wyniku których wykazali, że wraz z redukcją rozpowszechnienia jakiegoś problemu ludzie w naturalny sposób mają skłonność do tego, żeby ten problem przedefiniowywać, a dokładniej: poszerzać jego definicję. W wyniku tego zjawiska, im bardziej dany problem będzie zanikał, tym bardziej jego definicja może być poszerzana. Może nawet dojść do sytuacji, że w rzeczywistości problem mógł zostać już dawno rozwiązany, ale poznawczo możemy ten fakt zwyczajnie przeoczyć.

Postęp niczym kameleon – sam się maskuje
Badania Gilberta i Levariego pokazują, że ludzie oceniają każdy nowy przypadek jakiegoś zjawiska lub problemu w kontekście przypadków poprzednich. Zatem przyjmijmy na chwilę, że jakieś zjawisko, np. dyskryminacja, miało konkretny poziom nasilenia w naszym otoczeniu, ale z czasem udało nam się podjąć skuteczne działania aby ten poziom zmniejszyć. Nasz kontekst, wraz z tą poprawą, ulega zmianie i odnajdujemy się w nowym kontekście, który sami stworzyliśmy. I teraz to ten nowy kontekst zaczyna być naszym punktem odniesienia do oceny każdego nowego zachowania. Innymi słowy można powiedzieć, że kiedy problemy stają się nieliczne, więcej rzeczy uznajemy za problem.  Czyli kiedy nasz świat ulega poprawie stajemy się jego ostrzejszymi krytykami, A to może nas błędnie utrzymywać w przekonaniu, że w zasadzie to nic się nie poprawiło. To trochę tak, jak gdyby progres maskował sam siebie – niczym kameleon.

Nasze definicje różnych konceptów zdają się poszerzać się czy tego chcemy czy nie
To zjawisko nie ogranicza się tylko do skomplikowanych kwestii społecznych, obserwowanych  na wielką skalę. Opisywany przez autorów badań efekt ujawniał się nawet przy prostych czynnościach. Uczestnicy jednego z eksperymentów byli proszeni o wyszukiwanie niebieskich kropek na ekranie komputera. Ochotnicy przyglądali się w sumie tysiącu kropek, jedna po drugiej, przy czym za każdym razem musieli zdecydować czy kropka była niebieska czy też nie. Najpierw niebieskie kropki pojawiały się z dużą częstotliwością. Kiedy zaczęły pojawiać się rzadziej, uczestnicy zmienili sposób ich klasyfikowania: kropki, które widzieli wcześniej i klasyfikowali jako niebieskie, teraz nazywali fioletowymi.

Co więcej, nawet kiedy uczestników informowano o występującym efekcie i oferowano zapłatę za niedopuszczenie, aby efekt zmiany konceptu zadziałał, wyniki wskazały jasno że nic to nie dało. Mimo świadomości jego istnienia i woli zapobiegania – efekt występował.

Społeczne skutki działania efektu
Kolejny eksperyment pokazał podobny wynik do opisanych już wcześniej, z tą różnicą, że dotyczył sytuacji społecznych. Badani oglądali i oceniali zdjęcia twarzy. W pierwszej części eksperymentu uczestnikom pokazywano z dużą częstotliwością twarze o wyrazie zagrażającym. Kiedy w drugiej części przewaga twarzy o wyrazie zagrażającym została zmniejszona, badani zaczęli identyfikować twarze neutralne jako zagrażające.

Chyba najbardziej istotnym społecznie i najbliższym realiom kontekstem opisywanych badań były te eksperymenty, w których uczestnicy wcielali się w członków komisji ds. etyki badań. Takie komisje zajmowały się przeglądem wniosków badawczych aby zapewnić, że badania naukowe będą przeprowadzone w sposób etyczny. Jak nietrudno się domyślić, uczestnicy dostawali do oceny wnioski różniące się poziomem etyczności – od bardzo etycznych po nieetyczne. Z czasem – gdy zwiększała się przewaga badań etycznych, tym więcej przypadków neutralnych było ocenianych jako nieetyczne.

Kiedy zmiana konceptu jest adaptacyjna, a kiedy nie?
W pewnych przypadkach zmiana konceptu powodowana częstością jest zgodna ze zdrowym rozsądkiem i korzystna. Przyjrzyjmy się przez chwilę lekarzowi Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, który selekcjonuje pacjentów do natychmiastowego udzielenia pomocy. Przypuśćmy że w sobotę SOR wypełniły ofiary strzelaniny oraz pacjent ze złamaną ręką, który usłyszy, że musi poczekać. Następnego dnia, ten sam lekarz zastaje (innego) człowieka ze złamaną ręką i kilku pacjentów z umiarkowaną gorączką. Czy doktor powinien sztywno trzymać się definicji tego kto potrzebuje natychmiastowej pomocy z soboty i powiedzieć człowiekowi ze złamaną ręką że i tak ma zaczekać? Oczywiście, że powinien zmienić swoją definicję bazując na nowym kontekście!

W innych przypadkach jednak ten sam efekt może być problematyczny. Chyba możemy się zgodzić co do stwierdzenia, że np. ortopeda nie powinien zmieniać (poszerzać) definicji złamania i doszukiwać się go tam, gdzie go nie ma. To jest raczej przypadek, kiedy trzeba być zdolnym do jednoznacznego określenia kiedy dotarliśmy do granic naszych kompetencji i przekierować pacjenta do innego specjalisty, stwierdziwszy brak złamania. Badania sugerują, że nie jest to łatwa rzecz do zrobienia, bo nasze definicje różnych konceptów zdają się poszerzać czy tego czy chcemy, czy nie.

Absurd czy wzrost wrażliwości społecznej?
Poszerzanie czyichś definicji problemu może być widziane przez niektórych jako dowód na to że poprawność polityczna przybiera formę jakiegoś rodzaju absurdu. Takie osoby będą argumentować, że ponieważ zablokowaliśmy dużą ilość zachowań dyskryminacyjnych, to – zgodnie z efektem zmiany konceptu powodowanej przez częstość – zaczniemy więcej zachowań klasyfikować jako dyskryminacyjne, co może prowadzić do wypaczenia pierwotnego znaczenia słowa dyskryminacja.  Inni z kolei zobaczą poszerzanie konceptów jako wzrost wrażliwości społecznej, ponieważ zaczniemy być świadomi problemów których wcześniej nie rozpoznawaliśmy nawet jako problemy.

Wyniki opisywanych tu badań nie zajmują stanowiska w takich dyskusjach. Wiadomo, że życie niesie ze sobą różne sytuacje i oczywiste jest że w pewnych sytuacjach życiowych nasze definicję powinny pozostać stałe. Znane są również przykłady sytuacji, kiedy te definicje powinny zostać rozszerzone. Przedstawione tu eksperymenty pokazują, że czasami będąc w pierwszej z  tych sytuacji zachowujemy się i działamy tak, jakbyśmy byli w tej drugiej. Dlatego może istnieć potrzeba wdrożenia mechanizmów instytucjonalnych, które będą chroniły przed błędami z tego wynikającymi. W zasadzie każda osoba, której praca zawodowa zakłada redukowanie częstości występowania jakichś zjawisk, powinna być świadoma tego, że nie zawsze łatwo jest stwierdzić kiedy ta praca została faktycznie wykonana.

Reklamy

Dlaczego ulegamy emocjom w inwestycjach? – Czyli o wpływie neuronów na decyzje inwestycyjne

Inwestując, najłatwiej jest popełnić błędy dwojakiego rodzaju: możemy albo zbyt długo utrzymywać w swoim portfolio papiery wartościowe, które tracą na wartości, lub odwrotnie – zbyt szybko pozbywać się tych, których wartość rośnie. Oba rodzaje błędów nie miałyby miejsca, gdybyśmy – jako gatunek – byli w pełni racjonalni w swoich decyzjach. Z logicznego punktu widzenia, powinniśmy sprzedawać papiery wartościowe o tendencji spadkowej (aby zapobiegać dalszym stratom) oraz zatrzymywać w portfelu papiery, których wartość rośnie (aby powiększać zyski).

Pytanie, skąd biorą się nasze nieracjonalne i często szkodliwe dla nas w skutkach zachowania inwestycyjne zainteresowało naukowców zajmujących się neuronaukami, a konkretnie: neurofinansami. Badacze ci używają złożonych technik obrazowania aktywności mózgu, aby prześledzić, dlaczego inwestorzy podejmują konkretne decyzje inwestycyjne. Starają się prześledzić, co powoduje zachowania prowadzące do strat, ale ich ambicją jest również rzucić więcej światła na to, jak rynki funkcjonują w ogóle.

Ponieważ dziedzina neurofinansów jest stosunkowo młoda, a jej badania mają głównie charakter eksploracyjny, ma ona zarówno swoich zagorzałych fanów, jak i sceptycznie nastawionych wrogów. Sama zaś neurobiologia decyzyjna leży na pograniczu tradycyjnych neuronauk oraz nauk związanych z podejmowaniem decyzji, wliczając w to psychologię, ekonomię i statystykę. Są jednak między nim znaczne różnice. Po pierwsze, większość klasycznych neurobiologów nie zajmuje się ludźmi, ponieważ jest to zbyt skomplikowane. Skupiają się oni raczej na prostszych organizmach, takich jak np. muszki owocówki w badaniu genetyki snu. Ale jeśli już obiorą za cel swoich dociekań człowieka – co rzadko, ale jednak się zdarza – to nie podejmują się badania aktywności zbiorowych. Tymczasem neurofinanse właśnie tym się zajmują, ponieważ aktywności zbiorowe definiują rynki finansowe. Przypomina to trochę rekonstrukcję Wall Street w laboratorium badawczym.

Próbując odtworzyć zjawiska z parkietu giełdowego trzeba się przyjrzeć, jak ludzie oceniają natychmiastowe i przyszłe nagrody oraz straty, a także jak przewidują co zrobią inni, kiedy na horyzoncie pojawi się możliwość zysków finansowych. Przy użyciu technik, takich jak fMRI (funkcjonalny rezonans magnetyczny, z ang. functional magnetic resonance imagining), który mierzy zmiany związane z przepływem krwi w mózgu, można zobaczyć które jego obszary są zaangażowane w przetwarzanie różnych zadań oraz doświadczeń.

Efekt dyspozycji i efekt żalu

W jednym z badań przyglądano się studentom kierunków ekonomicznych, podejmującym decyzje inwestycyjne. Wyobraźmy sobie sytuację, w której studenci mogą nabyć wyboru trzy rodzaje (wygenerowanych na potrzeby badania) akcji: akcje A, akcje B i akcje C oraz otrzymują określoną sumę gotówki. Podczas eksperymentu musieli zakupić za swoją gotówkę jeden z trzech papierów wartościowych, wiedząc, że w danym momencie mogą posiadać tylko jeden rodzaj akcji. Wszystkie trzy kursy akcji zostały tak skonstruowane, aby zmieniały się niezależnie od siebie. Badani studenci otrzymywali aktualizacje dotyczące wzrostów i spadków kursów akcji, a kilka sekund później mieli szansę sprzedać swoje akcje i zakupić inne lub pozostać przy obecnie posiadanych. Naukowcy obserwowali, jak ich mózgi reagowały na „newsy” o zarobkach oraz jak aktywność mózgowa odzwierciedlała podstawy podejmowania przez nich decyzji. 

Badania pozwoliły zaobserwować tzw. efekt dyspozycji (z ang. disposition effect) w działaniu: większość badanych (inteligentnych i kierunkowo wykształconych studentów) sprzedawała częściej i więcej akcji, kiedy ceny rosły niż ta grupa, która posiadała akcje, których ceny spadały. Z relacji naukowców wynika, że na palcach jednej ręki można było policzyć uczestników, którzy zbliżyli się na przysłowiowe wyciągnięcie ręki do tego, co można by nazwać logiczną ścieżką osiągania największych zysków.

Kolejnym zjawiskiem, które zaobserwowali naukowcy był efekt nazywany w języku angielskim regret-repurchase effect. Polega on na odkupowaniu posiadanych już kiedyś i sprzedanych w przeszłości akcji. Efekt przejawia się tym, że inwestorzy chętniej odkupują akcje, jeśli wcześniej zarobili na ich sprzedaży i mogą kupić je ponownie za niższą cenę. Jednocześnie mniej chętnie odkupują akcje, które sprzedali ze stratą. Istnieje teoria, że inwestorzy, tak jak my wszyscy, mogą chcieć powtarzać działania, które kojarzą z dobrym samopoczuciem oraz unikać takich, które przypominają im negatywne emocje.

Strach i chciwość

Inny, bardziej złożony eksperyment tych samych autorów, pokazuje zachowania związane z tworzeniem się baniek spekulacyjnych, kiedy akcje wybranych spółek zaczynają być irracjonalnie przeceniane. W tym badaniu dozwolono, aby ceny rynku testowego wyłoniły się ze wspólnych aktywności uczestników badania. Następnie uczestnicy zostali podzieleni na trzy kategorie: wysoko, średnio i nisko zarabiający – na bazie ich zysków z obrotu akcjami.  Zarobki w tych grupach powiązano z aktywnością mózgu mierzoną przez skan fMRI. Skany wskazały na część kory mózgowej odpowiadającej za niepewność finansową (co ciekawe, również za negatywne odczucia z ciała, za obawę przed szokiem oraz przed bólem odczuwanym przez ukochaną osobę) – na korę wyspową (z łac. insula cortex), inaczej zwaną płaszczem wyspy.

Co ciekawe, aktywność tej części mózgu nie była identyczna we wszystkich trzech badanych grupach. Zarabiający wysoko, czyli traderzy, którzy odnieśli największy sukces, wykazywali większą aktywność w obszarze kory wyspowej niż pozostali. Nasuwa to hipotezę, że ten obszar może generować coś na kształt sygnału ostrzegawczego, który pomaga niektórym inwestorom sprzedać akcje z zyskiem, zanim nastąpi załamanie kursu. To, co się dzieje w ich mózgach może być wynikiem sprzyjającego losu, ale niewykluczone, że może też być umiejętnością tych ludzi. Na razie wiemy tylko, że niektórzy gracze mają sygnały z płaszcza wyspy, który mówi im, że nie są pewni, co się wydarzy na interesującym ich rynku i powoduje, że martwią się o przyszłość.

Kolejnym obszarem mózgu, który rozświetlał często skany było jądro półleżące, które jest już badaczom znane z odpowiedzi na nagrody i wzmocnienia takie jak: jedzenie, picie, narkotyki, seks czy wysiłek fizyczny. Wszystko to stymuluje jądro półleżące (jedno z jąder podstawnych mózgu) – obszar mózgu silnie powiązany i kojarzony z graczami, którzy kończyli z najniższymi zyskami. Ich strategia polegała na braku działań na początku eksperymentu. Nie kupowali żadnych akcji, zbyt długo wyczekując na pierwsze zakupy. Następnie zaczynali nagle kupować, kupowali coraz więcej i więcej, dochodząc do momentu kiedy nie mogli przestać, co często okazywało mało zyskownym podejściem.

„Bój się, kiedy inni są chciwi. Bądź chciwy, kiedy inni się boją”

~ Warren Buffet

Colin Camarer parafrazuje to powiedzenie, proponując aby strach zastąpić takimi pojęciami, jak dyskomfort lub niepewność – zgodnie z wynikami swoich badań. Ludzie, którzy posiadają ten sygnał niepewności, wysyłany z obszaru kory wyspowej (wspominany już obszar mózgu należący do kresomózgowia), sprzedają swoje akcje we właściwym czasie. Natomiast ludzie którym je sprzedają – charakteryzują się sygnałem z jądra półleżącego i pewnym rodzajem chciwości.

Nie tylko Warren Buffet, ale wielu innych ekspertów zajmujących się inwestowaniem używa sformułowań związanych z emocjami oraz zorientowanych na ciało. Mówią i piszą oni o „wybuchach paniki”, „niewygodzie z pewną świadomością”, czy o poczuciu dotyczącym decyzji finansowych pochodzącym „gdzieś z głębi”.

Przyszłość neurofinansów

Przy całym zaciekawieniu i ożywionych dyskusjach, jakie wywołuje dziedzina neurofinansów, trzeba podkreślić że badania, które tu opisujemy są w bardzo wczesnym stadium rozwoju. Kolejnym krokiem powinno być przeprowadzenie eksperymentów przyczynowych, czyli już nie jedynie pomiaru, ale stymulowanie różnych części mózgu, żeby zobaczyć, jak to wpływa na decyzje inwestycyjne. Jeśli np. założymy, że wyższa aktywność jądra półleżącego wygeneruje więcej zakupów pompując bańkę spekulacyjną, to powinniśmy być w stanie wyprodukować w ten sposób takie bańki.

Czy zatem możemy się spodziewać, że w przyszłości będzie można wpłynąć na swój mózg farmakologicznie lub chirurgicznie, aby poprawić swoje zdolności inwestycyjne? Badacze sugerują, że raczej należałoby się spodziewać rozwoju możliwości monitorowania swojej aktywności mózgowej. Być może niekoniecznie będzie to musiało w przyszłości oznaczać bycie przypiętym do maszyny fMRI przez cały dzień, jeśli nasze smartfony byłyby zaopatrzone w sensory np. przewodnictwa skórnego. Otwartym pozostaje również pytanie o racjonalność działań homo sapiens w odniesieniu do praktycznej aplikacji odkryć neuronauk. Bowiem w kontekście dotychczasowych wyników – gdybyśmy byli w stanie monitorować, co robią nasze mózgi – czy potrafilibyśmy jednocześnie działać lub powstrzymywać się od działania, kiedy nadawałaby się okazja na finansowy zarobek?

Świadome podejmowanie decyzji inwestycyjnych

Czyli o zniekształceniach poznawczych i emocjonalnych oraz efektach społecznych towarzyszących nam podczas decyzji finansowych, których warto być świadomym

O finansach behawioralnych sporo zostało już powiedziane i napisane. Warto zauważyć że w przypadku tej dziedziny mamy do czynienia z mieszanką wkładu od grona akademickiego i od praktyków. Jak możemy skorzystać z tego „ożenku” teorii z praktyką? Zacznijmy od tego, że tradycyjna teoria finansów patrząc na człowieka i jego otoczenie widzi świat, jako zasiedlony przez wspaniałego homo economicusa, który podejmuje jedynie racjonalne decyzje, ma nieskończony dostęp do danych i pełne możliwości ich przetwarzania oraz preferencje, które świetnie opisuje teoria użyteczności (w uproszczeniu: skupiająca się na użyteczności rozumianej jako korzyść). Tymczasem, finanse behawioralne to taka dziedzina finansów, która proponuje teorie wywiedzione z psychologii, które patrzą na nas zgodnie z naszą naturą, czyli jak na homo sapiens – podatnego na błędy i zniekształcenia emocjonalne człowieka, który często zachowuje się irracjonalnie.

Daje to możliwość uzupełnienia wiedzy o finansach o tematy, których klasyczna teoria nie porusza, ponieważ są z jej punktu widzenia anomaliami np. gwałtowne, niespodziewane wzrosty lub spadki cen na rynkach papierów wartościowych, czy tworzenie się baniek spekulacyjnych (ang. speculative bubbles – samonapędzająca się, przejściowa nadaktywność rynkowa w postaci niezrównoważonego wzrostu lub spadku cen dóbr). Przyjrzyjmy się bliżej kilku interesującym zniekształceniom (zwanym też efektami, z ang. bias), którym podlegamy oraz wnioskom z badań na ich temat. Świadomość, że im podlegamy może nam pomóc przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych.

  1. Efekt nadmiernej pewności siebie

Odnosi się on do faktu, że jako ludzie, mamy tendencję do przeceniania własnych umiejętności i wiedzy oraz do nadmiernie optymistycznych prognoz dot. swojego sukcesu, niż wskazuje na to rzeczywistość. Dobrym przykładem tego zjawiska są wyniki badania nad inwestorami giełdowymi (ok 3 500 badanych), gdzie przez okres 6 lat byli oni obserwowani pod kątem postrzegania swoich zdolności do inwestowania. Okazało się, że mężczyźni częściej postrzegają siebie jako potrafiących inwestować niż kobiety, ale tez częściej dokonują transakcji. Jednocześnie panowie mają tendencję do sprzedaży swoich udziałów w niewłaściwym czasie i przy wyższych kosztach transakcyjnych niż panie. Kobiety natomiast mają ogólnie tendencję do rzadszego dokonywania transakcji oraz chętniej używają strategii „kup i zatrzymaj”, która w efekcie daje niższe koszty transakcyjne niż u mężczyzn. Mężczyźni dokonywali transakcji o 45% częściej niż kobiety, przy czym single robili to aż 67% częściej niż singielki. Ten intensywniejszy trading u panów obniżał im zwrot z inwestycji o 2,6% rocznie, podczas kiedy mniejsza częstotliwość aktywności u pań dawała obniżenie tylko o 1.6% rocznie. Te badania pokazywały przy okazji wpływ efektu płci na kształt decyzji finansowych oraz ich efekty.

Istnieje wiele podobnych badań opisanych w literaturze finansów behawioralnych. Wszystkie one potwierdzają, że jako ludzie mamy tendencję do nadmiernej pewności siebie w kwestii decyzji o inwestycjach finansowych a także, że ta nadmierna pewność siebie często przejawia się nadmiarem aktywnego inwestowania (zbyt częstym dokonywaniem transakcji), dając słabsze wyniki inwestycyjne.

  1. Efekt status quo

Mówiąc o efekcie status quo, odnosimy się do grupy inwestorów która cierpi z powodu inercji, prokrastynacji lub nie poświęcania wystarczającej ilości uwagi swoim decyzjom finansowym. Badania z udziałem 1,2 miliona zatrudnionych osób, posiadających fundusze emerytalne, zaklasyfikowały około 80% uczestników jako silnie nieaktywnych, ponieważ taki odsetek nie dokonał żadnych transakcji w dwuletnim okresie trwania badania.11% z tej samej grupy badawczej dokonało w czasie tych dwóch lat jednej transakcji. Efekt status quo przejawia się w strategii „kup i trzymaj” posuniętej do ekstremum, gdzie tylko mały procent oszczędzających spienięża swoje opcje. Badacze wskazali, że ich zdaniem, by zniwelować działanie tego efektu, obserwowani inwestorzy powinni byli dokonać transakcji w ramach swoich funduszy emerytalnych przynajmniej raz do roku.

  1. Obawa i percepcja ryzyka

Kolejnym zagadnieniem są badania skupiające się na badaniu odczuwanej obawy i percepcji ryzyka u inwestorów. Badanie sondażowe wśród 165 uczestników, którzy zostali poproszeni o ocenieni portfela aktywów wykazało, że na postrzegane ryzyko wpływają trzy istotne czynniki: (1) wykazywane przez doradcę finansowego obawy, (2) zwiększona zmienność wartości rynkowej aktywów (3) poziom wiedzy eksperckiej doradcy.

Badania w temacie obaw inwestorskich często skupiają się na efektach kryzysu finansowego z 2008 roku. Dwa lata po jego wystąpieniu przeprowadzono ankietę online wśród  1600 inwestorów, z których większość w swoim portfolio posiadała zarówno akcja jak i obligacje. Na pytanie „O które aktywa obawiasz się bardziej – akcje czy obligacje?” 20% badanych wskazało, ze nie posiadają akcji, niemniej 70% stwierdziło, że o akcje martwią się bardziej, a tylko dla 10% obligacje wiązały się z większym zmartwieniem.  Wyniki tego badania mogą wskazywać jak ważna jest świadomość istnienia efektu framingu czyli sformułowania (ang. framing effect), ponieważ pozwalają sformułować wskazówki jak eksperci finansowi mogą i powinni komunikować z klientami w kwestii ryzyka. Ponieważ dobór słów ma tutaj niebagatelne znaczenie, zwłaszcza kiedy omawiamy temat z klientem, dla którego inwestowanie to nowość, należałoby posługiwać się terminem nazywającym zjawisko po imieniu, czyli ryzykiem, a nie – jak badacze we wspomnianym badaniu – „zmartwieniem” lub powodem do zmartwienia. Wyczulmy nasze uszy na język jakim nasi partnerzy finansowi się z nami komunikują.

Często obserwowaną obroną przed ekspozycją na ryzyko (nawet jedynie w wyobraźni) bywa iluzja kontroli (obecna w bardzo szerokim spektrum aktywności człowieka). Przejawia się ona wiarą, że możemy kontrolować lub mieć wpływ na wyniki jakichś zdarzeń, podczas kiedy realnie jest to niemożliwe. Podobną kategorią zjawisk psychologicznych jest awersja do straty, która objawia się opatrzeniem w nieco inny sposób na zyski i straty o tej samej wartości (np. zyskanie 10 zł vs. strata 10 zł – okazuj się, że nie są to równoważne wartości w psychologicznym rachunku zysków i strat). Badania wykazały, że inwestorzy preferują unikanie strat w przeciwieństwie do osiągania zysków (ponieważ, zgodnie z wynikami badań, postrzegana strata jest większa niż postrzegany zysk). Może to prowokować również pewnego rodzaju niekorzystny konserwatyzm w zachowaniach inwestycyjnych, kiedy inwestorzy będą np. utrzymywali swoje pierwotne spojrzenie na jakąś prognozę inwestycyjną, nieadekwatnie do tego, co zaprezentuje rzeczywistość.  

  1. Efekt heurystyk

Najbardziej potężnym emocjonalnie efektem jest prawdopodobnie efekt heurystyk. Heurystyki można opisać jako pewnego rodzaju „skróty” używane w sytuacjach podejmowania decyzji. Kiedy trzeba działać szybko, taka heurystyka może pomóc nam podjąć szybką decyzję bazując na intuicji, ale ta decyzja może być niewłaściwa, a w najlepszym wypadku nieefektywna, w porównaniu z procesem decyzyjnym biorącym pod uwagę dodatkowe informacje lub czas na refleksję. Heurystyki uruchamiamy najczęściej pod wpływem konkretnego, silnego stopnia odczuwanych emocji, więc sprzyjają im sytuacje i tematy wyzwalające takie emocje. W sytuacji decyzyjnej warto więc wzmóc uważność na swój stan emocjonalny, zwłaszcza, jeśli poruszaliśmy się w tematach wyzwalających natychmiastowe odczucia jak kwestie religijne, polityczne, patriotyczne czy rodzinne.

  1. Efekt znajomości

Z ang. familiarity bias jest kolejnym powszechnym efektem, który polega na tym, że inwestorzy inwestują tylko w to, co znają, oraz mają awersję do nabywania akcji spółek sobie nieznanych.  Na przykład przeciętny inwestor ma tendencję aby w swoim portfolio posiadać bardzo małą liczbę inwestycji międzynarodowych. Choć z punktu widzenia strategii dywersyfikacji ta logika nie ma do końca sensu, to samo zachowanie staje się dla nas zrozumiałe, kiedy weźmiemy pod uwagę efekt znajomości. Wielu inwestorów nie podejmuje się międzynarodowych inwestycji po prostu dlatego, że bardzo mało wiedzą o firmach spoza własnego kraju lub też mogą mieć inklinację, aby bardziej ufać swoim rodzinnym inwestycjom, co często zmniejsza potencjał ich zysków albo zwiększa ryzyko poniesienia strat.

Skrajną odmianą efektu znajomości (familiarity bias) jest efekt  lokalny (ang. local bias), gdzie inwestorzy decydują się na nabywanie jedynie akcji takich spółek, z którymi mają bliski, bezpośredni kontakt (jak firma zatrudniająca, firma, której jest się klientem, czy firma posiadająca siedzibę blisko miejsca zamieszkania inwestora). Odmianą tego zjawiska o nieco szerszym zakresie jest efekt domu (ang. home bias), kiedy inwestorzy kupują jedynie akcje rodzimych spółek.

  1. Syndrom myślenia grupowego

Z perspektywy społecznej myślenie grupowe jest dobrze zbadanym zjawiskiem. Polega ono na dopasowaniu się i uleganiu naciskom grupy, często skutkując zubożeniem własnych zdolności intelektualnych. Takie zachowanie, w kontekście finansów behawioralnych, może redukować lęk wśród inwestorów w perspektywie krótkoterminowej. Za cenę ograniczenia siebie zyskujemy poczucie bezpieczeństwa wynikające z przynależności do grupy. Jednak na dłuższą metę kreuje to zachowania stadne które mogą prowadzić np. do tworzenia się baniek spekulacyjnych (takich jak dot.com.).

Czy da się te efekty wyeliminować lub złagodzić?

W tym artykule omówiliśmy jedynie wybrane zniekształcenia i efekty, które dotyczą większości z nas i mogą mieć niebagatelny wpływ na to jak i na ile efektywnie zarządzamy swoimi portfelami inwestycyjnymi.

Czy możemy te efekty wyeliminować? Z pewnością nie wszystkie. Generalna zasada mówi, że błędy poznawcze mogą być do pewnego stopnia eliminowane poprzez edukację w temacie ich istnienia oraz mechanizmów działania.

Natomiast efekty i zniekształcenia na bazie emocjonalnej – te mogą być jedynie łagodzone, ale nie da się ich całkowicie wyeliminować. Tutaj edukacja również może pomóc, ale istotniejsze jest dostosowanie warunków decyzyjnych do prawidłowego zarządzania portfelem, np. zaprogramowanie z wyprzedzeniem swoich zasad decyzyjnych w inwestowaniu (opcja stop loss).