Zarządzanie emocjami w inwestycjach. O zaufaniu.

Co warto wiedzieć o zaufaniu?

Warunki, w których podejmujemy decyzje inwestycyjne cechują się wysoką złożonością i wymagają szczegółowych specjalistycznych analiz. Jeśli zamierzmy inwestować dopiero zdobywając umiejętność samodzielnej analizy lub chcąc korzystać z doradztwa w tej sprawie, jesteśmy niejako zmuszeni do podejmowania decyzji na bazie zaufania. Dlatego warto dowiedzieć się czegoś więcej o zaufaniu oraz jego determinantach, choćby z tak prostej przyczyny jak fakt, że papiery wartościowe (na przykład akcje) są dobrami niepodlegającymi reklamacji.

Wszechobecne zaufanie

Zaufanie jest elementem praktycznie każdej relacji, w każdej dziedzinie życia – dotyczy relacji osobistych, społecznych i zawodowych. Ma swój aspekt intrapersonalny (zaufanie do samego siebie), interpersonalny (nasze zaufanie do innych lub zaufanie innych w stosunku do nas). Można je rozpatrywać w skali mikro (jednostki, małe grupy) lub skali makro (całe społeczności, rynki, gospodarki, etc). Generalnie rzecz ujmując: jest wszechobecne. Naukowcy twierdzą, że jako gatunek musieliśmy je rozumieć zanim jeszcze zaczęliśmy rozwijać własny język i kulturę, ponieważ współpraca była nam niezbędna do przeżycia.

Można powiedzieć, że jest ono tak wszechobecne jak powietrze, którym oddychamy. Może właśnie dlatego ignorujemy wagę zaufania? Ale wystarczy, żeby go zabrakło, abyśmy wyraźnie odczuli ten brak. Wyobraźmy sobie sytuację, w której nie możemy zaufać otaczającym nam ludziom: pilotowi samolotu do którego wsiadamy, że potrafi tym samolotem sterować, kucharzowi w restauracji, że składniki serwowanej nam potrawy będą jadalne. Albo jeszcze inaczej: wyobraźmy sobie, że nasi partnerzy biznesowi nie wypowiedzą do nas ani słowa prawdy podczas kilkugodzinnej rozmowy. Fakt, trudno to sobie wyobrazić, a takie sytuacje zdarzają się niezwykle rzadko. Jednak właśnie w nich niemierzalna, ukryta obecność zaufania zaczyna się wyraźnie ujawniać.

Co nam mówi definicja

Zaufanie można zdefiniować jako efekt (czyli stan) psychologiczny, w którym akceptujemy (lub wyrażamy intencję, aby zaakceptować) naszą podatność na zranienie, bazując na pozytywnych oczekiwaniach na temat intencji i zachowań innych. Kryją się w niej dwa koncepty, o których nie mówi się wprost:

Po pierwsze: przyszłość jest w dużej mierze nieprzewidywalna. Nie da się na nią w pełni wpływać ani mieć co do niej pewności.

Po drugie: jesteśmy zależni od innych ludzi. Wiemy, że zaufanie do samego siebie psychologowie traktują jako model tego co przenosimy na innych, jednak w szerszym  oglądzie jest to zjawisko dotyczące innych ludzi, jako że są nam oni niezbędni do współpracy.

Zaufanie a wartość ekonomiczna

Czy, w takim razie, coś co zdaje się niemierzalne i tak nieuchwytne jak zaufanie ma swoją wymierną wartość ekonomiczną? Oczywiście, że tak. Już 30 lat temu, laureat nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii – Kenneth Arrow – odwoływał się wprost do praktycznej, realnej wartości ekonomicznej zaufania. Argumentował, że powoduje ono wzrost efektywności systemów, co realnie przekłada się na korzyści ekonomiczne np. na możliwość produkowania większej ilości dóbr.

„Niemal każda transakcja handlowa zawiera element zaufania. Jego brak oznacza zacofanie gospodarcze”.

~Kenneth Arrow

Tradycyjne modele finansowe traktują zaufanie wyłącznie w ujęciu matematycznym. Towarzyszyło im założenie, że zarówno świat, w którym żyjemy jak i nasze decyzje są przewidywalne.  Tymczasem badania wskazują że zaufanie jest postrzegane bardziej jako zaangażowana (emocjonalnie) ocena sytuacji niż matematyczna kalkulacja. Dzięki tym badaniom wiemy, że czysto matematyczne podejście było dużym uproszczeniem, gdyż zaufanie posiada zarówno własności poznawcze (sposób w jaki myślimy o ryzyku) jak i afektywne (sposób w jaki odczuwamy).

Poznanie w emocjonalnej otoczce

To jak w końcu jest z tym zaufaniem? Jest raczej zjawiskiem emocjonalnym czy poznawczym (myślowym)? Odkrycia neuronauk wskazują, że jest ono dwojakie. Ponadto, oba procesy inaczej wpływają na to jak podejmujemy decyzje i muszą się ze sobą przeplatać, abyśmy dokonywali słusznych wyborów. Dobrym przykładem na zobrazowanie działania obu procesów jednocześnie jest sytuacja, w której wyrażamy jakiś nieracjonalny lęk. Z jednej strony ten lęk odczuwamy, a z drugiej potrafimy stwierdzić, że jest on nieracjonalny. Ale czy wiemy też, że taki lęk często prowadzi do niskiej jakości decyzji, nawet jeśli nasze myślenie nie zostało znacząco spowolnione przez emocje?

Warto zwrócić uwagę na dwa istotne aspekty związane z naszym funkcjonowaniem emocjonalnym, które mają bezpośrednie przełożenie na podejmowanie decyzji.

Często postrzegamy procesy emocjonalne jako przeciwieństwo racjonalności, coś co utrudnia nam efektywne decydowanie. W sytuacji silnych emocji faktycznie może tak być. Jednak naukowcy podkreślają, że emocje w wielu przypadkach wspierają rozumowanie: dobrze rozpoznana i ukierunkowana emocja może stanowić system wspierający dla procesu podejmowania decyzji.

Co istotne, emocje nie wpływają wyłącznie na reakcje fizjologiczne naszego organizmu. Mają też neurologiczny wpływ na nasz mózg i mogą wywierać bardzo subtelny wpływ na nasze decyzje w sposób, którego nawet nie jesteśmy świadomi. Większość wiedzy i umiejętności, które nazywamy wiedzą ukrytą, wpływa na podejmowane przez nas decyzje bez świadomego rozpoznania tego faktu (ile razy zdarzyło Wam się wracać do domu na tzw. „autopilocie”?).

Zaufanie i ryzyko niosą ze sobą zarówno procesy myślowe jak i emocjonalne, dlatego można w uproszczeniu powiedzieć, że zaufanie jest jak pigułka: z poznawczym wnętrzem i emocjonalną (afektywną) otoczką. Nazwijmy ją roboczo pigułką „z”.

Zaufanie i ryzyko na rynkach finansowych

Dlaczego mamy się w ogóle interesować tą poznawczo-emocjonalną pigułką? Weźmy pod uwagę dowody na to, że zaufanie jest cechą postrzeganego ryzyka. A postrzegane ryzyko – na równi z oczekiwanym zwrotem z inwestycji – napędza nasze działania inwestycyjne. Oznacza to, że poza racjonalnymi przesłankami, aby podjąć decyzję inwestycyjna (poznawcze wnętrze), (emocjonalna) otoczka pigułki musi być dla nas do zaakceptowania. Inaczej jej nie „przełkniemy”.

W realnym świecie finansów, który charakteryzuje się ogromną niepewnością, zaufanie doradcom finansowym, menedżerom czy urzędnikom jest wiarą, która wspomaga inwestycje skuteczniej niż prognozy inwestycyjne. Użyteczność prognoz nie podlega żadnej wątpliwości, jednak trzeba podkreślić, że zaufanie w ich źródło jest niezbędne. Drodzy doradcy, jeśli to czytacie – zadbajcie, aby Wasi klienci mieli podstawy, aby Wam ufać. Drodzy inwestorzy – słuchajcie swoich emocji równie uważnie jak myśli i wniosków z kalkulacji. W ten sposób pigułka „z” przyniesie Wam finansowe zdrowie.

Spodobał Ci się artykuł? Zasubskrybuj naszego bloga, aby nie przegapić następnych.

Reklamy

Koniec nieograniczonej swobody kryptowalut

W ostatnim czasie mamy do czynienia z coraz to ostrzejszym nastawieniem instytucji nadzorczych, a także rządów kolejnych krajów, do kryptowalut. Przełożyło się to na ceny tych instrumentów – szczególnie bitcoina, który od początku roku drastycznie spadł.

Moment, w którym bitcoin pojawił się na rynku, rok 2009, nie był przypadkowy. Był to okres kryzysowy, kiedy zaufanie do waluty amerykańskiej, jak również do wiarygodności Stanów Zjednoczonych, drastycznie spadło. Pojawiało się również coraz więcej przeciwników banków centralnych i ich polityki. Bitcoin jako środek płatniczy stawał się coraz powszechniejszy, a technologia blockchain wzbudzała coraz większe zainteresowanie. Pozwalała na zmniejszenie kosztów transakcyjnych oraz bankowych, które drastycznie wzrastały po kryzysie finansowym.

Co więcej, technologia umożliwiła pomijanie instytucji finansowych, które w tym czasie nie cieszyły się dobrą sławą. Rynek kryptowalut zaczął się rozprzestrzeniać w bardzo szybkim tempie. W 2017 r., wg coinmarketcap.com, istniało już ponad 1560 kryptowalut.

Zalety technologii stojącej za kryptowalutami zaczęły również dostrzegać instytucje finansowe. Obniżenie kosztów w transakcjach międzybankowych, jak również szybkość transferu środków pieniężnych oraz brak konieczności ich fizycznego przetrzymywania pomogłaby dużym instytucjom w znaczącym stopniu obniżyć koszty transakcyjne. W taki sposób powstał Ripple – system płatności do rozliczeń międzybankowych. Już teraz we współpracę z Ripple weszło około 40 instytucji (m.in. National Australia Bank, Royal Bank of Canada, UniCredit Group itp.).

Wiele innych instytucji eksperymentuje z tym rozwiązaniem, a w najbliższej przyszłości prawdopodobnie do grona użytkowników Ripple dołączy m.in. Western Union, Goldman Sachs, Bank of England i Royal Bank of Scotland. Credit Suisse, Barclays, HSBC, Deutsche Bank i UBS zdecydowały się w 2015 r. stworzyć swoją własną walutę do rozliczeń międzybankowych tzw. paywall w ramach obszaru „utility settlement coin”.

Zainteresowanie kryptowalutami rosło. Początkowo była to euforia inwestorów w stosunku do czegoś nowego i innowacyjnego. W latach 90. nikt nie wiedział, jak rewolucja technologiczna będzie postępowała, ale inwestorzy głęboko wierzyli, że jest przyszłościowa i przez to ma wartość. Podobnie jest z kryptowalutami – technologia bloków połączonych (blockchain), która za nimi stoi jest rewolucyjna i przyszłościowa. Inwestorzy wierzą w jej rozwój i chętnie w nią inwestują, mając oczywiście nadzieję na duże zyski w przyszłości. Z pewnością wartości takim projektom dodawały kolejne informacje, że wiele krajów i firm (jak Kodak czy Facebook) zamierza wprowadzić swoje własne kryptowaluty.

Zgodnie z ostatnimi szacunkami na koniec 2017 r. Polacy zainwestowali ponad 600 mln zł. Na świecie ta sytuacja wygląda jeszcze drastyczniej. W 2017 roku było 26 tys. projektów z obszaru ICO (Initial Coin Offering), a cały rynek kryptowalut urósł o 596 mld dol., jak podał serwis coinmarketcap.

Stanowisko instytucji nadzorczych dotyczące tego, czy rozwój rynku kryptowalut zagraża bezpieczeństwu systemu finansowego było na początku podzielone. Część instytucji uważała (a część z nich wciąż uważa), że nie mają kompetencji do kontrolowania oraz uregulowania tego segmentu rynku. Wśród nich znalazł się m.in. Europejski Bank Centralny czy amerykańska Rezerwa Federalna. Zgodnie z zapowiedziami tych instytucji, kryptowaluty – włączając w to bitcoina – nie są środkiem płatniczym w rozumieniu definicji ekonomicznej pieniądza, co powoduje, że banki centralne nie mają kompetencji oraz prawa do ingerowania w ten rynek. Natomiast Bank Anglii stwierdził, że kryptowaluty nie zagrażają prawdziwemu pieniądzu i w związku z tym nie widzi podstaw do ingerowania.

Znalazły się również instytucje, które dopuściły kryptowaluty jako formalny środek płatniczy. Jako, że nie było wiadomo jak potraktować kryptowaluty z punktu widzenia obrotu nimi, rynek ten rozwijał się w większości krajów poza sferą uregulowaną, a giełdy obrotu kryptowalut powstawały w bardzo szybkim tempie.

Instytucje nadzorcze dostrzegały ryzyko i problem anonimowości klienta w całym łańcuchu handlu kryptowalutami (czemu Komisja Europejska dała wyraz w 2016 r., kiedy stwierdziła, że dyrektywa 2015/849 dotyczącej przeciwdziałaniu wykorzystywania systemu finansowego do prania brudnych pieniędzy oraz finansowania terroryzmu powinna objąć również giełdy kryptowalut.

Na początku 2010 r. można było zauważyć jednak dość optymistyczne podejścia nadzorców do tego rynku. Wiele krajów zapowiedziało nawet, że zamierza rozważyć wdrożenie własnych kryptowalut do rozliczeń w sektorze finansowym (dla przykładu Wielka Brytania rozpoczęła w 2009 r. prace nad własną walutą do rozliczeń instytucji z bankiem centralnym; to samo zadziało się w Szwecji, a Japonia zapowiedziała, że zamierza wprowadzić swojego własnego j-coina).

Początkowo tylko w nielicznej części krajów można było zauważyć sceptycyzm. Niemcy uznały, że kryptowaluty są aktywem finansowym i obrót nimi powinien odbywać się na takich samych zasadach, jak na normalnej giełdzie. Obecnie wyniki badania przeprowadzonego przez Cambridge Centre for Alternative Finance wskazują, że 52 proc. małych giełd analizowanych w badaniu posiada oficjalne rządowe licencje uprawniające je do obrotu kryptowalutami, podczas gdy w przypadku dużych giełd jest to zaledwie 35 proc.

Co więcej, autorzy badania zaznaczają, że, mimo iż handel kryptowalutami odbywa się głównie w czterech walutach (USD, JPY, EUR, GBP), mniejsze giełdy wspierają również obrót kryptowalutami w ponad 40 innych.

Początkowo bierne podejście nadzorców, jak również brak regulacji spowodowały, że rynek kryptowalut cieszył się ogromną popularnością. Większość transakcji mogła być anonimowa i poza sferą regulacji, co dawało możliwość prania brudnych pieniędzy. Niskie koszty energii („kopanie” kryptowalut, jest bardzo energochłonne), wysoki popyt na walutę wirtualną oraz zaawansowany rozwój technologii spowodowały, że rynek „krypto” najbardziej zaczął się rozwijać w Azji, a w szczególności w Chinach i Korei Płd. Około 85 proc. handlu kryptowalutami odbywało się właśnie na tych rynkach, z czego ponad połowa podaży bitcoina pochodziła z Chin. Interesującym faktem jest również to, że 95 proc. bitcoinów jest w rękach 4 proc. rynkowych graczy, z czego 1 proc. kontroluje ponad połowę rynku.

Kryptowaluty stały się popularnym narzędziem do prania pieniędzy. Pod koniec zeszłego roku w mediach pojawiła się informacja, że Bułgaria w wyniku rozbicia zorganizowanej grupy przestępczej skonfiskowała 213,5 mld dol. w formie bitcoina (które w wyniku zmiany kursu w pewnym momencie warte były aż 3,3 mld dol.).

Wraz ze wzrostem popytu rosła też cena kryptowalut. To przyciągało coraz więcej inwestorów detalicznych liczących na szybkie zyski. W połowie 2017 r. zadziałała psychologia rynku. Słysząc o 50-proc. wzrostach z dnia na dzień, a później niemal z godziny na godzinę świat oszalał na punkcie bitcoina, a w raz z nim na punkcie kolejnych kryptowalut. Kapitalizacja bitcoina przebiła kapitalizację największych firm na świecie.

Wystarczyło mieć w nazwie słowo blockchain, a cena akcji od razu rosła o kilkadziesiąt procent. Znany jest przypadek spółki Long Island Tea Corporation, która poinformowała, że w bliżej nieokreślonej przyszłości zamierza zająć się pracami nad łańcuchem bloków, i w tym celu zmieniła nazwę na Long Blockchain – to wystarczyło, żeby cena jej walorów skoczyła o 289 proc. w zaledwie ciągu kilku sesji. Ludzie inwestowali coraz więcej pieniędzy w kryptowaluty, a przy tej euforii zapominali o ryzyku, jakie pociąga za sobą inwestowanie w te instrumenty.

Jakie to były ryzyka? Anonimowość transakcji, giełdy i projekty ICO, które istniały poza sferą regulacji, szerzący się obszar przestępczy, a wraz z tym związane wyłudzenia pieniędzy, napady hackerskie na giełdy kryptowalutowe, koncentracja bitcoina w rękach kilku inwestorów, wysoka zmienność kursów wynosząca pięciokrotność amerykańskiego indeksu giełdowego, brak mechanizmów zabezpieczających transakcje, brak ochrony inwestorów oraz wiele innych.

Coraz częstsze informacje o wyłudzeniach oraz oszustwach, jak również praniu brudnych pieniędzy spowodowało, że w połowie 2017 r. nastąpił przełom w podejściu instytucji nadzorczych – rozwój rynku kryptowalut wymknął się spod kontroli, a szerząca się szara strefa zaczęła zmuszać instytucje nadzorcze do coraz bardziej konkretnych działań. O ile jeszcze kilka lat temu widzieliśmy środowisko nadzorcze podzielone, obecnie większość krajów stoi na tym samym stanowisku – ograniczenia i przejrzystości w handlu kryptowalutami są niezbędne. Różnice dotyczą jeszcze skali i charakteru regulacji.

Przede wszystkim chodzi o wprowadzenie konieczności identyfikacji klienta (tzw. „Customer Due Dilligence”), monitoring oraz wprowadzenie obowiązku informacyjnego do urzędów nadzorczych dotyczących pochodzenia środków pieniężnych oraz podejrzanych działań klienta. Coraz częściej mówi się o licencjonowaniu giełd, które obracają walutami wirtualnymi. Niektóre kraje zaczęły nawet opowiadać się za zakazem obrotu kryptowalutami (na przykład Chiny i Korea Płd.); Unia Europejska zapowiedziała, że pracuje już nad uregulowaniem tego rynku, Fed również zaznaczyła, że zamierza w najbliższym czasie ograniczyć rozwój kryptowalut. Wiele krajów, np. Wlk. Brytania, zdecydowało się na wycofanie z projektów tworzenia własnych kryptowalut.

Instytucjom nadzorczym, które obecnie opowiadają się za ograniczeniem rozwoju kryptowalut chodzi o ograniczenie świata przestępczego, który wykorzystuje rynek kryptowalut do ukrywania, transferowania i prania pieniędzy. Dlatego ten rynek nie może istnieć w obecnym kształcie. Jest to zbyt niebezpieczne zarówno dla systemu finansowego, jak również ze względów społecznych. W euforii ludzie zapominają o ryzyku, jakie pociąga za sobą inwestowanie w kryptowaluty, a to może doprowadzić do wielu tragedii. Obecnie rynek jest bardzo chaotyczny, a wzrosty i spadki o kilkanaście procent dziennie nie są rzadkością.

Uregulowanie tego rynku mogłoby mu dać stabilność, a przez to także większą wiarygodność. Nie musi być natomiast jednoznaczne z ograniczeniem jego rozwoju. Wartościowe projekty mogą na takich zmianach tylko skorzystać. Ripple czy „paywall”, wykorzystywany w sektorze finansowym, są najlepszym tego przykładem. Innym może być zastosowanie kryptowalut do rozliczeń wewnętrznych między stronami transakcji.

Regulacje zduszą zaś rozwój kryptowalut, które nie mają żadnego pokrycia, a ich cena jest napędzana pieniędzmi niewiadomego pochodzenia i spekulacją. Mało prawdopodobne wydaje się również, że kryptowaluty zastąpią zwykły pieniądz. Koszt ich wydobycia jest na tyle duży, że żaden kraj zachodni przy obecnych cenach energii nie będzie mógł sobie na to pozwolić. Brak anonimowości zminimalizuje handel przestępczy a regulacje dotyczące obrotu przyczynią się do ograniczenia działalności spekulantów i ustabilizowanie cen instrumentów.

Współpraca: Petra Pawlowski, Karol Skowroński.

Artykuł oryginalnie opublikowany został na stronie Obserwatora Finansowego:

https://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/rynki-finansowe/koniec-nieograniczonej-swobody-kryptowalut/

Jak inwestować, kiedy stopy procentowe się zmieniają? cz. II

W zeszłym tygodniu skupiłam się na wpływie polityki monetarnej na rynek akcji więc dzisiaj nadszedł czas na obligacje. Jak już pisałam w poprzedniej części naszej serii o stopach procentowych, polityka ekspansywna sprzyja inwestorom, którzy postanowili zainwestować w akcje. Inaczej przedstawia się sytuacja na rynku obligacji (Tabela 3).

Tabela 3: Zwrot z inwestycji i odchylenie standardowe (w %) w ujęciu rocznym: styczeń 1966- grudzień 2013

stopy 4

Źródło: Invest with Fed: Maximizing portfolio performance by following Federal Reserve Policy, Robert R. Johnson, Gerald R. Jensen, Luis Garcia-Feijoo, McGraw Hill.

 

Ekspansywna polityka monetarna nie sprzyja inwestorom inwestującym  w obligacje ale tylko krótkoterminowe. Nie ma co się dziwić, zważywszy na to, że niskie stopy procentowe oznaczają niski dochód dla inwestorów. Dla obligacji długoterminowych nie widać jednak tak znaczącej różnicy zależnej od polityki monetarnej. Co ciekawe, najwyższy zwrot z obligacji inwestorzy osiągają jednak w okresie zrównoważonym. Na przykład, amerykańskie krótkoterminowe papiery skarbowe dawały zarobić rocznie średnio o 5.17%, natomiast długoterminowe aż 8.82% .

Oczywiście, nasuwa się pytanie, dlaczego tak się dzieje? Jako, że podstawą wyceny instrumentów rynku pieniężnego są aktualne stopy procentowe, w przypadku obligacji krótkoterminowych bieżąca stopa wpływa bezpośrednio na rentowność obligacji. Dlatego też wyższe stopy procentowe przekładają się bezpośrednio na wyższą rentowność obligacji. Odwrotność ma miejsce w przypadku niskich stóp procentowych a tym samym ekspansywnej polityki. Stąd rentowność krótkoterminowych papierów skarbowych jest najwyższa podczas restrykcyjnej polityki monetarnej. Natomiast w przypadku obligacji długoterminowych, bieżące stopy procentowe tylko pośrednio wpływają na wycenę obligacji. Długoterminowe obligacje, to znaczy dziesięcio – czy trzydziestoletnie wyceniane są przez mechanizmy rynkowego popytu i podaży a na ich cenę wpływają przede wszystkim wydarzenia makroekonomiczne, oczekiwania dotyczące inflacji, przyszłych stóp procentowych czy wskaźników tempa wzrostu gospodarki. Oznacza to, że rynkowa wycena obligacji długoterminowych nie jest związana tylko z poziomem bieżących stóp, ale również oczekiwaniami inwestorów dotyczącymi ogólnej sytuacji kraju. Wyniki badań wskazują, że najbardziej pod uwagę brane są oczekiwania, co do przyszłej inflacji. Inflacja jest największym zagrożeniem dla inwestorów obligacji, gdyż kupony najczęściej są płacone według stałej stopy. Dlatego  niepewność, co do przyszłej inflacji może przełożyć się na wyższe oczekiwania inwestorów, co do rentowności tych obligacji. W przypadku, kiedy polityka monetarna jest restrykcyjna, banki centralne najczęściej są w fazie zwalczania inflacji. Inflacja jest bieżącym problemem. Kiedy natomiast polityka monetarna jest ekspansywna, inwestorzy prognozują problem z przyszłą inflacją żądając wyższej stopy zwrotu. W przypadku zrównoważonej polityki monetarnej, inwestorzy nie mają jednoznacznej opinii, co do przyszłej inflacji, co podnosi ich oczekiwaną stopę zwrotu z obligacji. W ten sposób w okresie zrównoważonej polityki monetarnej osiągają najwyższą stopę zwrotu (Johnson i in., 2015). Oczywiście w przypadku długich terminów zapadalność obligacji wpływa również na ryzyko niewypłacalności kredytobiorcy. Dlatego też długoterminowe obligacje przedsiębiorstw mają wyższą stopę zwrotu niż obligacje rządowe.

Jak się zachowują pozostałe aktywa finansowe? Poniższa Tabela 4 przedstawia zależność pomiędzy rentownością inwestycji w aktywa alternatywne.

Tabela 4: Zależność pomiędzy stopą zwrotu z inwestycji alternatywnych a polityką monetarną

stopy 5

Źródło: Invest with Fed: Maximizing portfolio performance by following Federal Reserve Policy, Robert R. Johnson, Gerald R. Jensen, Luis Garcia-Feijoo, McGraw Hill.

 

Jak można zauważyć inwestycje w towary (ang. commodity) zachowują odwrotną zależność niż akcje, czy też obligacje oferując inwestorom dobrą możliwość dywersyfikacji portfela. Commodity oferują inwestorom niskie zyski podczas, gdy rynek akcji prosperuje bardzo dobrze, czyli podczas ekspansywnej polityki monetarnej. Natomiast, commodity dają inwestorom dobrze zarobić, podczas, gdy rynek akcji nie zezwala na to, tzn. podczas restrykcyjnej polityki monetarnej. Warto również zaznaczyć, że są pewne surowce, których wyniki nie zależą silnie od polityki monetarnej. Są to przede wszystkim metale szlachetne, włączając złoto. Co ciekawe wyniki tych metali są słabo skorelowane z rynkiem akcji oraz obligacji. To powoduje, że metale te posiadają unikalne cechy, które predysponują je do umieszczania w portfelach składających się z tradycyjnych aktywów finansowych.

Obecnie znajdujemy się w okresie niepewnej sytuacji polityki monetarnej. Z jednej strony Banki Centralne zapowiadają obniżenie stóp procentowych i odejście od poluzowania ilościowego, nie podejmują jednak, przynajmniej w Europie, „drastycznych” kroków w tym kierunku. Niemniej jednak należy założyć, że podwyżka stóp procentowych jest nieunikniona. Dlatego inwestorzy powinni powoli zastanowić się nad rebalancingiem portfela w stronę obligacji i commodity.

Wojna handlowa a ETFy

W ostatnim czasie zrobiło się głośno o planowanych przez prezydenta Donalda Trumpa cłach na importowaną stal i aluminium. Według niego wojny handlowe czyli zakłócenie bądź zerwanie normalnych stosunków handlowych między 2 organizmami gospodarczymi w celu osiągnięcia przez jedną ze stron określonych ustępstw gospodarczych lub politycznych (często aby chronić rynek wewnętrzny), są dobre i łatwe do wygrania. Na reakcję Unii Europejskiej nie trzeba było długo czekać – Bruksela zapowiedziała, że jeżeli USA wpowadzi wspomnane cła to ona wprowadzi 25% cło na produkty Amerykańskie. Trump odpowiedział na swoim tweeterze „Mogą robić co chcą, jeśli wprowadzą takie cło to my nałożymy 25% podatek na ich [europejskie – przyp. red] samochody, a wtedy szybko zmienią zdanie”.

Jak można sie domyślić na reakcję rynku nie trzeba było długo czekać. Wielu inwestorów zdecydowało sie przemyśleć swoje wcześniejsze decyzje i rozważyć inwestycje w tak zwane „bezpieczne ETFy”. Jednym z nich jest CurrencyShares Japanese Yen Trust – ETF, który eksponuje inwestora na japońskiego jena. W ciągu ostatniego roku przyniósł 6,97% zysku. Jak pisaliśmy już w poprzednich artykułach, japońska gospodarka jest w najlepszej kondycji od kilku lat i na razie nie zapowiada się, żeby miało to ulec zmianie.

Kolejnym zyskującym zainteresowanie inwestorów ETFem jest CurrencyShares Swiss Franc. Ma tutaj miejsce podobne zjawisko, w przypadku wyżej wymienionego funduszu – z tym, że zyskujemy ekspozycję na szwajcarskiego franka – w ciągu roku dał zarobić 6,20%.

Jak to bywa przy różnych kryzysach i w ciągu politycznej niepewności, atrakcyjne dla inwestorów stały się ETFy śledzące kurs złota. SPDR Gold Shares ETF to fundusz, który oferuje eksozycję na fizyczne złoto. W ciągu roku jego wartość zwiększyła sie o 8,4% co jest najlepszym wynikiem ze wszystkich trzech przedstawionych w tym artykule ETFów.

Jeśli napięcia nie ustąpią to możemy spodziewać się masowego odpływu inwestorów z bardziej ryzykownych ETFów właśnie do tych uważanych za bezpieczne przystanie. Na koniec prezentujemy tabelkę z wynikami wspomnianych ETFów.

09.03.2018

Źródło: Capital Lab

 

Spodobał Ci się artykuł? Zasubskrybuj naszego bloga, aby nie przegapić następnych.

Źródła:

https://etfdailynews.com/2018/03/08/hide-from-trumps-trade-tariffs-with-these-etfs-fxy/

http://www.etf.com/FXY

http://www.etf.com/FXF

http://www.etf.com/GLD